Pochwalny. Drogi Czytelniku niepapierowy, dziękuję, że odwiedziłeś mój blog. Pamiętaj - tu fikcja jest jak purpura, a rzeczywistość błękitnym bełtem. Zamieszałem, wciągnąłem i jest. Inny. Dla ciebie. Miłego czy i tania. Tomek.
Ciąża Peli coraz bardziej rzucałą się w oczy. Do tego jej strój ala Versacze pseudo Kalvine Klajne, się popłacze. A w pakiecie panowie, jeden czarny, mały i drugi blond wysoki, obrazek od Bozi, ropacz wita i grozi. Idealnie pasowali, do warszawskiej wyobraźni, gdzie pod Pałacem Kultury się znajdowała, oraz KaDeTe, odzieżowa malaria.
Muszę kupić SE kieckę na stódniówkę chopaki - Pela popatrzyła na blaszane hale, w których panie Ale sprzedawały dzianinę a panowie trawę. - Jakąś takąś innąś czerwoną, że tu z rozpięciem, wiesz Ptaku, a w tym mijescu tak wyszyte cekinami i złote korale na wspak od szwu, że jak Bijonce miała na imprezie jakieś - prezentowała Ptakowi swój pomysł la, wskazując brudnym palcem na nogi.
- Dobra, nie czaruj nas, tylko chodźmy, może i ja znajdę dla siebie odzienie rozkoszy - odparł Patku i ruszyli do hal warszawskich, kupieckich.
Tu był raj dla cinkciarzy, dilerów, maklerów, T.Love z głośników. Metalowe pudełka w Warszawa Centrum, stoiska, kolorowe twarze. Murzyni i cyganie. Chinoli też jak na zawołanie. Wszyscy. Ruskie też tu byli, mają swoje boxy, a Polacy nie gęsie sprzedają rajstopy. Tanio i drogo, droga i tania, polska rzeczywistość, jak autostrada.
Weszli do środka, rozejrzeli się po boksach, Pela szukała kiecki, Ptaku i Gieru niczego nie szukali, byli zmęczeni i przerażeni.
Bo ta opowieść zbliża się do końca, naprawdę. Zaraz zamknę rozdział i się skończy harem. Po studniówce już niczego nie będzie, zostanie tylko słowo. A czego nie wyczytasz, cofnij się, nie do przodu.
Nie znali drogi, tej życiowej na pewno, szlajali się po Centrum, szukali swego ego. Eko-groszek, ego-namia, elo-dystans, jest harmonia.
Ja wam powiem, tak szczerze jak na wizycie księdza, że nas to jeszcze nie dopadła nędza - zaczął wywód Gierek. - Spójrzcie na tę kobietę od kawiatów, ma raka dziasła chyba, czy ten dziad od ptaków. Też chorba za męża go wzięła. Co im z życia zostało, Boga poje ba o.
Chemiczne spojrzenie Gierka na tych ludzi, metaliczny smak w ustach, nikogo już nie trudzi. On inaczej spojrzał, tam inaczej powięką mlasnął. Taki z niego nicpoń, narysowany z resztek, tych bożych kredek.
- Ja mam swoje problemy, jedno duże, pod cycem. Wychowam go tak, żeby nie był dziadem, żeby był frikiem. Życiowym miętusem, że jak go los spróbować będzie chciał, to poczuje, że to towar, dobry drops, La Boga - mówiła Pela, grzebiąc sobie w pępku.
- Co ty kurwa robisz, uważaj jak chodzisz, wchodzimy po schodach, betonowych kłodach, będzie iść pod Kultury Pałac, a ty kurwa, a a a, grzebierz w pępku. Jak cio-ta - Ptak był zły na Pelę. Za to jak ona go traktuje. Dlatego był nie miły.
Usiedli pod Pekinem, na zielonej ławce, która pachnie olejną, takie warszawskie atrakcje. Znów ktoś z nich wyjął blanta, ktoś papierosa, a kto, co wyciągnął, tego nie powiem, wynocha. Zjarali się trawą, Ptaku i Gierek raczej, Pela tylko fajka, w końcu to Polka i matka.
Słuchaj ty mnie Ptaku, ja ci coś powiedzieć muszę. Otóż jestem w ciąży. Jestem tak zwaną cieżarną cieżaróweczką. Otwórz jogurt i oddaj wieczko. Zbieram na wózek dla e-dziecka, dla mego becikowego wstręctwa. Barkuje mi jeszcze raz, dwa, trzy... no tak z milion pińcet wieczek.
- Jak to jesteś w ciąży?! Co ty odpierdalasz? Przecież to wbrew moim wyobrażeniom, czyli nie możesz być, bo ja sobie tego niewyobraziłem! Pelagio! Ag i O! Proszę powiedzec, że to nie i nawet prawda - oj się trochę zdenerwował Ptaku, a przecież to jego e-dziecko, ona mu to wmówi, wyobrazi to mu.
Mam ochotę na chinczyka chińskiego. Koreańskie pierogi bez nogi, bez ucha. Te robione w Częstochowie na tyłach kościoła. Od mc Pana Boga. To pa, a nawet ap a-pa. Mamo wychodzę i jadę do Ptaka, wmówić mu, że dziecko nie jest jego, a jest nie jego. Pa jeszcze raz.
Pelagia wsiadła do srebrengo uno ze znaczkiem mercedeza i pojechała na Modzelewskiego, do niego samego. Brzuch już w trzecim miesiącu ciąży, a ona sama może w pierwszym tygodniu. Po drodzę jeszcze zadzwoni do Giera, bo na mieście słyszała, że wyszedł ze szpi-szpitala.
- Cześć Kacper, a gdzie ty jesteś? No gdzie ty jesteś ty mi powiedz? Jadę do Ptaka, jedź ze mną tylko sam autobusem.
Będę ale wczoraj, bo jeszcze w szpitalu zakładam profilaktycznie kondoma. Kolegę odwiozłem, wiesz?
- Nie wiem, nic nie wiem, wiem tylko, że jesteś w ciąży. Wiesz? A wiesz, że jestem Polką? I prawie matką?
Wiesz, jestem w ciąży. Nie wiem jak to się stało w sumie. Znaczy wiem, ale nie wiem z kim. Nie wiem i nie wiem, ciągle nic nie wiem. Nie wiem kim jest ojciec dziecka mego. Łolelo - Pelagia do nieznanej matki, nie znienawidzonej rodzicielki.
Mamo, ale ja nie chciałam zajść w ciąże, przecież myślałam, uważałam. Ale wiesz, Ptaku powiedział, że nawet jak to nie jego, a jego być nie może, bo ja z nim się nie kochałam, to on powiedział, że może być jego, że to dziecko i tego. Poczekaj mamo przyjdę do twojego pokoju zaraz, bo już mi się znudziła ta zabawa, że jestem fajna.
Wiesz i wiesz co jeszcze powiedział Ptaku? Że można oddać na złom to dziecko. No normalnie wyjebać jak starą szynkę! No. Ale ja wole oddać go do takiego okienka w kościele, takie nocne okienko jak w Magdonaldzie.
Gieru na Wolskiej oddawał do przechowania gwiazdę, pożegnał się i uciekł. Wsiadł w 171 linie autobusową, która jedzie na Bem-Bemowo. To ponoć nowo sypialniano. Piękne Bemowo. I zielono, i kostka bauma jest, i ratusz duży piękny. Nie to co Wolska i szpital. Kacper mieszkał na Arki Bożka. Osiedle Górce. Dzwoni do Pelagii zapytać jak tam minęły te dni kiedy on na Wolskiej kpił ze śmierci:
- Wiesz jestem Gieru w ciąży! No mówię ci, he he, ale jazda, co? No niespodziewanka taka. Nie, nie wiem kim jest ojciec tego nienarodzonego dziecka, znaczy się bękarta. Ale Ptaku mówi, że to może być jego, wiesz? No tak mi powiedział, i ja mu powiedziałam, że jak nie dotrzyma słowa danego, to zakład przegrywa i kupuje mi bik maka.
Przyjechała karetka, pan doktor - Lubicz z Klanu, piguła i sanitariusz. Ot ci karawan biały jak koń księcia, tylko, że pana nie ma. Gwiazda we krwi cały, mózg na trawniku zostawił, zbladł i drętwy się zrobił. Sanitariusz Wojtek, bo miał plakietkę z imieniem i pozycją w firmie napisaną - Specjalista ds. jebania w krzyżu zgiął w pół Gwiazdę, bo się nie mieścił do żuka, karetko-busa. Busa nie ma, Żuka nie ma, trwa się pali, piguła się bawi. Gieru wsiadł do białego Żuka i pojechał do szpitala, kolege odwieźć i nara. Obok koparka. Żółta.
- Co się pani tak śmieje, śmieszne to? Że, co? Że niby kurwa śmierć jest śmieszna? Że co, że chuj krwawi młody a ty spijesz jego krew z wenfolnu i się udławisz?
A śmiać się nie można? Nie pyskuj ty gnoju jeden ty. Nie przeciągaj struny, bo cię w kaftan wsadzę po uszy i pierdolne ze śląsko-dąbrowskiego do Wisły jebany! Krzyczę! Ci kurwa na ryj!
Już Gieru miał jej jebnąć, już miał na nią intelekten rzygnąć a tu hops, szybki drops i Gwiazda jak napięty drut się podniósł i zajebał białej kose w plecy. A nie, to tulipan po piwie z którym szedł.
- Co ty Gwiazda kurwa narobiłeś? Ty ją kurwa szatańska zabiłeś! No teraz to nas na bank powieszą na egzekucji warszawskiej na Bankowym placu. Acu, acu.
Żuk się zatrzymał, drzwi się otwierają, piguła wypadła, Gwiazdę zabierają. Gieru wyszedł z karetki i patrzy i się dziwi i jeszcze nóżką pielęgniarkę upchnął w kratki od kanalizacji. Szpital Wolski. Umieralnie, na której kilka dni wcześniej leżał Gierek po tabsach. Po prochach. I się załamał.
Siema Gieru, co tam słychać? Wiesz, u mnie nie ok., a nawet nie k.o. - Zaczął Ukasz, pseudonim Gwiazda od szkolnych lat jak znaczek mazda na fiacie mercedesa.
Czekaj, czekaj Gwiazda, zanim zaczniesz monolog, zanim spuścisz na mnie swą zasłonę miłosierdzia, zanim zaczniesz i przestaniesz, zanim powiesz i oczami mlaśniesz, daj mi szanse, że ja coś powiem.... - Kacper to powiedział, nie ja
Ja też mam życie chujowe, matka mnie nienawidzi, ojciec się wstydzi, bracia wciąż mnie szczują, wiesz kurwa! Wiesz, że mówią, że jestem tak dobry w swym żałosnym byciu jak gra Jandy Krystyny, wiesz kurwa!? A czy ty wiesz, że nie mam szkoły, że jestem dziwką bez wykształcenia? Że ćpam, że wciągam i ciągnę czasami?! Pytam się czy wiesz, to kurwa tak dobrze, jak dobrze potrafisz udawać życie?
W sumie, to... nie e - Odparł Ukasz, a przy tym ciągnąc z nosa gluta i jedząc go ratami
To przestań figo fago, moralo i osiedlowe tango mi tu przed oczymi odpierdalać ać ać!
Trochę źle Gieras zrobił, a nawet bardzo źle, tak się nie robi, nie tworzy się tak tej historii. Czytasz to i wiesz, że to bajka, że przepita historia prawdziwa oparta. O co? O fakty autentyczne. Czytasz i myślisz Co to kurwa jest? Historia tak zakręcona jak frytki zakręcone w Makdonalds.
Gieru zjadł śniadanie, pozdrowił drogie panie i te tanie. Zabrał swe zabawki, draski i zdrapki i wrócił na osiedle Górce, bemowskie inaczej pagurki.
Matka Kacpra z łzami w oczach, z nogami w bamboszach, z nieobiadem go przywitała, spojrzeniem obarczając jego sumienie, że przegrał chyba życie.
Ty jutro do szkoły synu idziesz, synu niejedyny, co chciałam wychować, pogubiłam rymy. - Irena miała na imię jego rodzicielka, Irena Soraya, z domu L'oreala.
Chciał jeszcze Gierek wojować, ale sił mu brakło, wyczerpany zabawą, nieudolnie chapnął trochę głupiej przygody. Zostawił pakunki i poszedł w bloki, na osiedlowe domoblogi.
Spotkał kumpla...
Właśnie Gieru spalił fajka, wyrzucił niedopałka i odebrał trele-fona
- Sie-meo, to ja Romano roman-neo, świecący neon, warszawi elo. Kiedy ludzik ze szptala wychodzisz?
- Sie ma ne ro, elo, eldorado konrado moreno. A widzisz, się z życiem pokłóciłem i koze wybrałem, szpital i życie, Romano jak w Madrycie.
- Ty, weź już rób wypad i wracaj do szkoły, ogarnij kalesony, "Czecia" klasa i matury, semestry i od znaczków dziury. He he, i jeszcze raz He.
- Jutro Romano wychodzę, skończmy ten trzy letni balet, cię proszę. Już przemyślałem, wypaliłem, zapomniałem. Miłość odchorowałem, o której nie mówiłem, ani teraz, ani w innym wpsie. 3m się,
Wrócił Kacper do sali, pozdro dla siostry Mani, Bóg zgasił śwatło. Pstryk, sen, hop, matrixy, skok, jawa i anielskie iskry. Nastał dzień nowy, bardziej kolorowy.
- Eeee, ty małolat, zaproszenie na śniadanie? Eee, ty piękny książę, co żeś wpadł w oko grubej Olce wstawaj - Piguła delikatnie powiedziała dzień dobry.
Dzień dobry siostro. Dzień dobry tvn, dzień dobry tvp, dzień dobry polsat, co na śniadanie?
- O kurwa, słyszeliście wy to dziewczyny? Śniadanko? Bu-a-ha-ha, a to żeśmy się uśmiali, malolat świrki-tramwaj- śmiała się piguła, chyba trzy sale i cały korytarz ze mnie.
- Miły chłopaku, dziś to co niezawsze, czyli to co codziennie i nieodświęta. Melonka, sucha kromka i herba bez cukra.
Po tej całej zabawie, Gierek wrócił do domu. Droga wydawała się cieżka i długa, oj długa, jakieś 23 kilometry długiej drogi. Gdzies po drodze głowę zostawił, mięśnie się skurczyły, jak kurczakburger w magdonaldzie op 30 minut niejedzenia.
Dotarł do blogu, gdzie mieszkał. Taki mało-wysoki, 10 piętrowy, z niebieskim balkonem i balkonami. Blok z lat 90'tych, nie mrówkowiec, może esbecki wychodek. Taki niby slams dla bogatych w czasach gdy odradzał się kraj nad Wisłą. Jedni w bloku, gdzie 130 mieszkań, kuchnia bez oka, łazienka bez westchnień, a Gierka blok nowokatolicki, 40 mieszkań i dużo przestrzeni. Łazienka oddzielona od kibla, murowaną tekturką, i trzy wentylacje, w których zostały roboli fajki, trzy mocne.
Wszedł do swej rezydencji, gdzie podjazd i parking dla upośledzonych pociech, wpisał kod w kodowany domofon i wszedł na półpiętro. Na schodach siedziała gruba raszpla, paszteciara, co od razu ogarnęła potężnymi gałami jego postać, bo przeciez gruba locha ma też oczy wielkie jak odbytnica, jakaś naćpana, zresztą nie można jej wypominać, bo gieru tez nie był rzeczywisty.
Ty cioto! Rzekła dama wielka, co na Gierka podziałało jak płachta na byka
Ty Kurwo! Odrzekł Kacper, bo co miał powiedzieć grubej szlałfiarze. I tak zaczęła się ostra dyskusja, co się na łóżku skończyła chirurga
Jebany cwelu, daj fajka, pedale, bo cię zajebie - mówi ona
A żeby ci chuj w krzyż, bo w dupę to przyjemność.
Wtedy panna wyciągnęła tulipana i rzuciła się na człowieka, niewinnego, dodać trzeba. Po twarzy mu dała kilka razy, w nery i penisa, na szczęście nie groźnie, widocznie ją sentyment trzymał.
Jeszcze splunęła na Gierka i uciekła.
Leżał tak jeszcze kilka godzin, zanim ktoś zauważył, przyszedł, zadzwonił po jakieś służby, no ludzie, ratujecie tego dzieciaka, on krwawi, ludzie! Ratunku! Dalej nikt nie pamięta jak było, film się urywa, a kończy się w szpitalu, a może zaczyna? Wszak wiadomo, że skończyła się na Wolskiej, na Woli Warszawskiej. Krwi stracił więcej niż bracia Polacy przy ustawach. Jeszcze ten melanż i jakaś chemia we krwi, przykro i żal dla matki, że teraz wina będzie jego, bo ćpunem go nazwali na korytarzach szpitali. Że ćpał i się naćpał, ćpun, ćpa i zaćpał. Narkoman jak Batman, superman. Matki łzy powinny za to wszystko zapłacić, nie ma odwrotu, farsa się kończy, w szpitalnym holu.
Są takie typiary co do makdonalda chodzą na randki, są kozaki co laski wyrywają na grubośc sałaty, i są takie złote tarasy gdzie wszystkie malf-loje i paszteciary,chodzą i szukają taty.
Są panie co na stadionie kupują majtki, panowie co w Lakoście zapierdalają po mieście i nosza soxy-rajtopiaki. Są i te wietnamskie made in china, co dolcze i gabana kupią za krocie, wystawią swój tyłek na szerszą obcinkę i publiczne wytarcie.
A są i tacy ludzie, co głęboko w dupie, gdzieś w miejscu zapomnianym, układają życie, szarym kolorem zabarwione bycie, gdzie dziwka szatana dobranoc sołtysowi mówi, ale żyją jak najbardziej w spokoju, niczym stefan z m jak miłość czy inne publiczne wymiocini, wycinanki nadawane co wieczór. Klasyka dla mas jak jakiś rubik, w kloezcie ręce umyj i nie klaszcz. Proszę.
Po co zapodaje ten temat, co ciągnie się jak guma w ruskich kalesonach? A po to by zacząć nową historyjkę z życia Gierka. Zaczynamy. Za górami, za lasami...
Poznał Kacper pewnego razu koleżankę w szkole średniej Hożej Oxfordzie, imię miała Natasza, jak w z piosenki Beata, tylko inaczej się nazywałą, piękna i powabna, taka lala.doszła do jego klasy w III zesonie tej komedii polskiej o małolatach.
Natasza była brunetką, o oczach niebieskich jak niebo, cerze latynoskiej, jak rodowita El Rosalinda, jak palma na jerozolima. Figla i rna taka a w sam ra a z, piękna dziewczyna. Od razu Gierkowi w tęczówkach oczu zabełałą błekitem, jako pierwszego obdarowała uśmiechem.
Wystraszona co prawda, drżała, jak w kiepskim melodramacie, zakazana. Usiadłą w ławce numer jeden, na wylocie, przy samej kobiecie od angielskiego języka, jak pilna uczennica, czekała aż ktoś ją przywita, powie, cześć tu Hoża klika. Nikt nic nie mówił.
Dziewczęta klasowe łanie, już się ostrzyły jak ikejowskie noże, panowie brudne myśli mieli w głowie, że chętnie zdejmą tej laske sim-locka, wianki i cnota tej damy była na wagę złota.
Kacper nie chciał jej tak traktować, wiedział, że to ta, to ona, ta jedyna.
Dzwonek na przerwę, integracyjny punkt przed szkoła, palarnia, wszyscy poszli obgadać towara. Na szczęście Gierka zeszła Natasza, paliła, cienkie Blue Ele MA.
Cześć, Natasza, cześć tak to ja, Natasza, fajnie, miło mi, znamy się, a nie to inna bajak, cześc Natasza - przywitała się jak ze wszystkimi na winklu.
Sie ma, Kacper jestem, ale mów mi Gierek, tak na mnie tu mówią - Z jakimś burakiem na twarzy powiedział Gieru, zawstydził się chłopaczek, po lelum.
Widać było, że wszyscy się jakby przekonali, otworzyli co do nowej łani, tej pani, ona też symatycznie i miło, lecz do Gierka szczególnie biła, dusiła, waliła, jak feromonami go zachęcała do wsolnego przeżycia.
Gieru jeszcze sobie nie zdawał sprawy, że to jest miłośc tega, potężna jak matka fizyka, chemia kochanka i lipa.
Deszcz lunął bijąc ziemie nerwowo, mocząc grille i reszte zachodu, a Gierek z ekipą stanął jak koółki czarne bambusy ciesząc się słońcem i chwilą otuchy. Gdzieś błąd popełniłem, fakt, zamilcz i nie wytykaj tego, co sam na co dzień popełniasz w życiu.
Uśmiech tych ludzi, jeszcze całkiem młodych, wybaczał losowi ich okrutne bycie. Bo kim jest ludzik, co problemem jest nazywany, kim jest dziewczyna z brzuchem kawartalnym? Problemem dla matki, ojca czy babki. A kim jest chłopaczek, co uczyć się nie chciał, popełnił gwałt na ludzkich umysłach, ćpając nerwowo to co człek wymyślił? Problemem jebanym jak to przyszło wołać.
I ta refleksja jak strzał przez głowe Gierka przeszłą, na temat życia. A wszystko przez deszcz co spadł nie zapowiedzianie, zmywając grzechy ust,oczu i twarzy. Ból każdą myślą...
crazy dźingle zadzwoniły w komórce w samo południe. Gieru się obudził i powitał ranek gestem papieskim. Dziś wielki dzień dla każdego, grill, ławeczka i glinianki. A kto piwa CDN nie pamięta z Biedronki, niech nie czyta tych kolumbijskich wypocin, jak każdy zwykły szarak zapowiesz w swym mózgu, że tego się czytać nie da, łacha człowieku, beret opada.
Jak jużo odeszli ci co nie kminią mojego myślenia, wracam do opowiadania.
hmm....tak więc zebrało się towarzystwo z ogniska Bemowo, między tłumem ludu, szukał Gierek Pinola. KAżdy gdzieś machnął ręką jak do słonecznej fundacji dzieciom, na przywitanie wzniósł bro do boga, poeto.
I kiedy nie widział Pauliny,to w mózgu pojawiły się motyle rozdwojenia, takie piękne owady,kolorowe ary, albo aro takie produkty, migały skrzydłami, jak migać światełko w tunelu potrafi, i unosiły się ku czace waląc główkami przypominając, że tej pani dziś nie będzie.
Warszawa-zachodnia, smrud, spaliny, witam. Przybyli do sotlicy nie całkiem domyci z mazurskich okoliczności. Przyjechał po nich Tata Janki, i zbarał na górce, bemowskie klimaty, dla Giera chyba miejsce eldorado zwane, gdzie w końcu odpocznie, w holidejskim stylu na balkonie usiądzie i poduma, popali. Słońce co wchodziło i po 12:00 paliło za każdym razem, a wiecie że zachody warszawskie nad bemowem zachodzą, zjawiska FENOMEN. jaK BEWERLI HILS WARSZAFSKIE to górce, bemowo, tyle słów warszawa i bemowo użyje , tyle przyjemnych chcwil na godzine, kawe wypije. To Warszafa-Bemowo i tyle. To miejsce kampinos i lotnisko bemowo, chomiczówka, Jelonki, osiedle przyjaźń, czas upływa tu błogo.
Stąd nie trzeba wyjeżdżać na wczasy dla krawatów, Debki, znasz te, tamte klimaty?
Na bemowie w lato imprezy, chwal ich za to. Na lotnisku pokazy i zówki, Pod ratuszem gwiazdy estrady golec i sistars mrówki. Na parkingu oszą, kino letnie-samochodowe, zwalcz to!
To grill na ławeczkach góreckich, to oglądanie meczów tv na boisku be-to-no-wym.
To pan dzielnicowy co rzadko nam przeszkadza i burmistrz PanKracy-internet za darmo.
To Kabarety i filmy w art bemie, maralnego niepokoju i zielona mila na wolnym w przestrzeni powietrzu,
to prawdziwe wakacje, nie jakieś tam sopoty,giżycka stare Jabłonki, to Warszawa-Bemowo i tyle, letnia sukienka, panna, wódka i kielnia....
Tak Gieru kochał swe osiedle i bemo,
zgubne myslenie, że kasa urtuje świat, że to normalny rozumowania tok, a co! tak nie jest? pytam się? to fałsz?
Gieru wciąż bił się z myślami na temat zła, biedy i er-pe-a. człowiek był uczulony na kogoś krzywdę, mimo że był twarde bydle, to tylko skorupa, co kryje jego świat. Bo w środku płakał,że człowieka krzywdzi los, że jest tam ktoś, kto biednym się stał, że starość bije uczciwych w twarz. Że tylko dobrych zabiera Bóg, a pijak i kurwa okupują róg. Ale i tych było mu szkoda, no cóż, ona i on to życiowy tchórz.
Jak był małym gierkiem-cukierkiem, i widział starszą Panią, co ledwo idzie z zakupową torbbbą, że zgarbiona i biedna taka, staruszka. To kacper płakał, płakał jak bóbr. Ten widoczek jak ze zdjęcia wróg, w dziewicze oczka kuło go to! I mówił śmiesznie tak jak dziecię potrafi
: dlaczego mam takie wrażliwe serce? przez nie cierpie, mamo...i płaczę. dlaczego Pan Bóg czy bozia nie dali mi serca jak lód, jak głaz tylko to...
I gierek zrozumiał że nie każdy tak ma, że atutem jest jego szczera łza, zrozumiał że jego życiem kieruje to co wyznaczył sobie sam, to co z gwiazd układać chciał, to była jego i tylko jego...misja
Na peronach St.Jabłonek czas się było rozstać każdy w inną stronę. Janka z Gierem do warszawy, ale trochę potem. Teraz na dowidzenia machali Borkowi, który ze swoim klamotem jechał do Hajnówki z przygodnym tabołem. Jeszcze na dowidzenia wręczył gierkowi śpiwór z namiotem, że niby do wawki jest bliżej a on nie chcę się zgubić w tym pkp spocie.
tak więc chyba, tak się nie zaczyna, chyba zdania, Janka i gierek poszli do sklepiku po nesti brzoskwiniowe na podróż na ochłodę. Taka fajna babeczka tam pracowała, rozgadana, figlarna, mała. pozwoliła im zostawić bagaże u niej na zapleczu, poszli na pomost, wypić kawę i jeść cuksa malagę, cuksy Janki ulubione. Do odjazdu było jeszcze kilka godzin. Wspominali mecze i polskie załogi. sponsorem frajdy była firma od zegarków takich, nie powiem jaka firm, bo trudna nazwa z anglika. To były na tą okazję specjalne zegareczki, takie kolorowe z imprezy tegorocznej. Kosztowały od chuj pieniędzy chyba z 270 złoty. Nie było ich stać na takie komplementy od szanownego życia. za drogie.
- Kiedyś będe miał tyle pieniędzy,że sobie taki kupie bez żadnego ale. Taki zegarek to kupie,żeby dać komuś kto nie ma na to kasy. Jakiemuś biednemu dziecku. Żeby był szczęśliwy, to i ja bym był, Janka wiesz?...
konert się zkończył, 3 dni padły jak muchy, bez emocji ten wyjazd, tylko chodziły słuchy, że warszawkie dzieci grilla rozpalały, przy użyciu suszarki i 2 kilo kiełby ludziom rozdawali. Jak pisałem wcześniej Gieru jechał do Jabłonek ze strzelc, mazurskiej chwały, widziały gały co brały. W strzelcach był "koncentrat" młode wilki z pragi, nova ekipa na obozie u Gosi mamy.
Gieru wpadł na obóz na kilka dni jako stary lider, stary wyga i wyjadacz mały. Spotkał się na miejscu z Natą od parady, która na tym sajgonie była pomocy Pani Basi wychowawcy. Lecz to już nie to samo, nie te same dzieci, to szatany i mocher matki-berety. jak pchły skakały do gardła każemu, zero realizacji samej w sobie, beju!
Byli butnownikami z wyboru, ale już z niesmakiem Gieru wskazywał palcem młode Panie, które nadstawiały dupy każdemu rybakowi. Bunt musi być słodki i w ideii swej rozkoszny, sensem posypany jak ziołem. U tych młodych ludzi była głupia radość z nedznego życia, zamiast buntu wrzask, zero inteligenta. Jedna laska się giera spytała co to jest menaszka, ktoś tam się zapytał co to śledź namiotowy? albo po co Pannie dres rózowo-kolorowy. Kurwa dzieci z bulerbyn kochane, to jest obóz przetrwania a nie akcja "rumun-daj mi grosza panie..."
Nata dziwczyna bardziej od giera wrażliwa,chyba nawet bardzo, nie dawała rady tym pojebańcom. Potrafili ją doprowadzić do stanu nie-używalności, aby tylko jechać po niej jak po szmacie w grochy. Jednak że gieru miał ją za przyjacielistkę, dawał jej otuchy i napędzał iskrę.
jakoś wspólnymi siłami okiełznali szatana, diabła w szczegółach też omamili, dzieci pochowali, kadre ułożyli. Kacper misję wykonał i odjechał pociągiem do starych jabłonek na urlop przymusowy...
Janka na tych mistrzostwach upodobała sobie włocha czy kubana, ananana.... nie wiem.
Wogóle niby ciacha jakieś na tych mistrzostwach kuba, Jakuba włoch i mada faka. Gdy tam Gieru jechał ze strzelc to nie myślał że miastrzostwa świata w piłkę plażową, jeszcze raz powtarzam mistrzostwa Świta! to że takie imprezy organizuje się w starych Jabłonkach. co tam Warszawa czy Wrocław, czy inne państwo ustw, gdzie tam mistrzostwa w siate w niemieckich koloniach, zapraszamy do st.Jabłonek na polską rozpacz. Tu w hotelu Anderson najpiękniejsze plaże, dziwczyny i wiejskie wojaże. Gieru sceptyk sceptycznie podchodził do sprawy organizacji, meczów i zabawy, bo może i była to ważna impreza ale bez pompy czy wdzięku. Wieczór zapadał a jeszcze przed gośćmi koncert jakiejś znanej gwiazdy, może miedzynarodowej? skoro to tak wielka impreza, masowa, meczowo-kulturowa, to może jakiś zespół na skale większą niż narodowa? może brytfana spirs czy ju-tu. Tak i oto proszę państwa oto ona ona ona gwiazda, co wejdzie ci w dupę jak drzazga, oto przed wami PaPa Dens.....normalnie porażka.
Początek lipca Gieru,Janka i Borek wyjechali pod namiot do Starych Jabłonek,koło Ostróda city bicz cacyki. Borek to kumpel Giera z daleka, z Hajnówki bezpieka. Poznali się na zabawie, sztachet-party, disco składzie, na dyskotece. Borek z metr osiemdziesiąt, jasny szlak brunet, Janka- już znacie, z dziesiątego piętra, nic nie mów tacie ee. Borek zakochał się czy bójnął w Jance, nie wiem dlaczego, co robisz wariacie!- krzyczała na niego. Ona jego kręciła, zbok kompletny chyba, lubił rude koleżanki, wysoki białotwarze i białookie. Przez trzy dni pod namiotem spali, w nocy popijając wodkę,a w dzień śledzili MISTRZOSTWA ŚWIATKA SIATKÓWKA PLAŻOWA STARA JABŁONKA jak stara porzeczka-tak przez nich zwana.
Kiedyś po pijacku Janka do wody skakać chciała, na główkę, pojebana. Gierek wkurwiony namaxa był na nią, czuł się odpowiedzialny, za nas i za nią, mówił że razem się przyjechało i powinno się razem wrócić,w całości, z każdym odnóżem i głową, z uchem. Był zły na takie sytuacje, pomyślcie co by było gdyby, to ona ona na głowę skoczyła i się nie zabiła, tylko skrzywdziła by siebie, wózek, litania, luzeeeerrrr. Weź potem prowadzaj taką na wózku pod blokiem, na osiedlu, krzesło z kapokiem....tragejszon. I jej matka z pretensją do niego:
-co żeź ty jej zrobił ty Kurwo! kolEGO?!
twoja winna Bękarcie! z rodziny szatanów i mafii, wiem co tam chowacie! twoja wina twoja wina twoja pierdolona wina!!!!---takby krzyczała.....
Tylko że ona tego nie kumała....
Borek gdzieś już w krzakach się położył, wtulił w trawę, ostudził.
Hehe najgorsze że przez te wszystkie dni padało, lało i wiało, nasze namioty wypłyneły na świat ociężale, ubranie w błocie, błoto w sandale. Sytuacja była dramatyczna, dla tych młodych ludzi kataklizm życia. Pojechali więc do Ostródy na szamę i kupić ubranie, coś tanie, Panie tanie! kupili dzinsy i bluzy, czyste, świeże,pachnące...ceny były nawet kojące.
Poszeli na ryfę do knajpy-na piwo. 18 lat nie bło,a było widac po każdym z osobna, małolaty ze smarkiem, kicz, bomba.
Poprosimy trzy piwa, proszę Panią kochaną...a jedno z sokiem malinowym bym poprosił dla koleżanki, wie pani...kobiety...ehhh....-to była elokwencja Giera, i chodź mowa była zgrabna i w miarę dorosła, to po jego cienkim jak bolek głosie, brak nawet minimalnego zarostu przy nosie, laska wyczuła podstęp...
Dziecko z choinki się urwałeś?! bąbel jesteś,kłamiesz! Jesteś niedorosły, i niepełnoletni tralalala a ja jestem dorosła i piwa ci nie dam! powiedziała Kelnerynka.
Jebana suka, chuj waw wszystkim w dupencję lamusy, a żeby wam tak biały szkwał zalał tą knajpe i karaluchy, bo są, jak nie ma tą się znajdą i będą, abra kadabra...tak po głowie giera goniły złe słowa, zaklęcia....
ciąg tej przygody dalszej nastąpi, co się jeszcze wydarzy?
świadectwa bez pasków rozkoszy rozdane, każdemu wręczone na spocone ręce. na emili plater wódkę obalić trzeba było, pożegnać szkolne mury i wąsa ryło. Pożegnać się z etatem na dwa miesiące, kupić coś na zagrychę w biedronce. Pela, Gieru i Ptak'u dogadali się co do wieczoru, domówka u Salomona, team draka. wielkie dzięki dla Pana Boga, wakacje przed nami, sex przygoda. Każdy poszedł do domu na przypał by na noc wpaść na modzelewskiego, mokotowską. Zaprosili jeszcze kilka osób, biba, impra sacro w polu, drink, arkadia, kwaler-lokum.
Dużo śmiechu przy każdej naszej rozmowie, dowcip prowadził do celu dialogu.Jak jest się między przyjaciółmi, zapomina się o wszystim co złe, niedobre. Zapominasz, bo chcesz zapomnieć, chcesz się bawić, śmiać i czuć że twój uśmiech jest komuś potrzebny. Tak jest tylko wtedy gdy otoczony jesteś prawdziwymi przyjaciómi, którzy cię kochają.
Gieru miał ten problem,że żył, przynajmniej starał się żyć dla innych. O sobie myślał zawsze na końcu, życiowym poboczu. Potrafił oddać siebie, każdemu kto był ważny w jedo chujowym byciu człowiekiem. Tylko wiem, że często się zawodził, oddał i nie miał co brać, była jedna osoba, której mógł dać wszystko i dawał, na każdym zakręcie, asekurował, bronił i chował.
Dzięki dobrym kontaktą, sympatyczności wrodzonej,nie raz wybronił Ptak'a z opresji, strachu obsesji, w szkole, na dworze, w knajpie i złe twarze. Jak Ptaku wpierdolił się i netoholizm, alkoholik internetowy, on był, stał się, to Gieru potrafił poruszyć niebo i ziemię, bo kolo zaczął olewać szkołe, kumpli, swą miłość i wszystko co ważne.Siedział przed pecetem, dwadzieściacztery godziny na dobę, nie jadł i nie srał, bo czym? nie miał! Gieru zrezygnował z dobrych ocen, żeby kumpla ratować,więc chodził po ludzik, belfrach prosił o jeszcze jedną szansę, do matki dzwonił i mówił, co synek robi. Wyjebał go przed matką, jak kabel esbek, ale gdyby nie to, a wiedział, że człowiek by nie zdał, stoczył się na samo dno, a było jak i czym, i blisko do tego dna. Wspólnymi siłami udało się, Ptaku zaczął chodzić do szkoły, jaki dobry. Za to gieru był tak w plecy przez "spalanie się" dla bliskich, że sam ledwo co wyciągnął te jebane dwójki na koniec szkółki, tylko że jak zdwał nikogo przy nim nie było. Musiał radzić sobie sam....
Najgorszy egzamin Gierka był z matmy, z lagą Wąs, to była bitwa, nie tylko o końcowe dwa, to był wojna, poglądów i charakterków, to była życiowa walka, kto wytrzyma, komu nerwy puszczą, ten wygra. Egzamin z życia.Wąs tak giera nie lubiła, może nawet nie nawidziła, że potrafiła udowodnić mu jakim jest debilem i bezmózgiem klasowym. Że ma chujowe oceny i chody, że dom ma też rozjebany, jak maskę, twarzowy. Dawała mu do zrozumienia, żę jest odpadem ludzkim, wrzodem na dupie całej warszawy, że takich jak Gierek to tylko do komory. Dym i kolory.
Zasiadł biedak za biurkiem belfra z rogami, dostał kartkę-Pisz stary! pokaż co potrafisz,mały!
Ściagi w majtkach pochowane, i ten jebitny wzrok kobiety-szatana. Lecz ktoś wcześniej przyniół grypsa, ze starszych klas dla kacpra, z pytaniami, zadaniami, wszystko jak blacha.
I tak Gieru patrząc się w oczy tej Pani, Wąs profesorki, bez sciągi, zaczął rozwiązywać zadanie,nie patrząc sie w kartkę, bo umiał na blaszkę.
Kobieta myślała że zejdzie, zawał, padaka.Nie dała wiary, że ten idiota rozwiązł chodź jedno zadanie, żyła jej wyszła na czole, banalne. W oczach gniew dziki jak dzida, piana z oka u iuszu i ust, wścieklizna. Powiedziała:
-Dobrze mongole, masz tą dwóje, spierdalaj! Zrobiłeś ze mnie idiotkę na całą szkołe. Straciłam 200 zyli na zakładzie że cię upierdole, nawet w pokoju nauczycielkim, tablice wywiesiłam, buch'mocherskie zakłady.
Gierek uśmiechnął się zwycięsko stał nad tą laga miał tyle do powiedzenia,że słów mu zabrakło, podziękował i odszedł. Od razu za drzwiami podpalił fajka, miał wszystko w dupie, ze szczęścia zapalił i szedł spokojnie korytarzem, puszczając dymek triumfu, zaszedł jeszcze do sprzątaczek, podzielił się noviną i zjadł u nich a'la placek. Nie śpieszył się do domu, chciał nacieszyć się tą chwilą, zaciągnąć się sukcesem i szczęsciem nacieszyć. Podziękował panią sprzątaczką za ciasto i kolę. Wchodząc ze szkoły zobaczył na ławcę swą ekipę, Pele, Ptaka, Romka i Pawła. to było cudowne uczucie, zobaczyć przyjaciół, którzy czekali na niego całe dwie godziny, by być z nim nawet jak mu się nie uda nie zda, przegra walke, niepodoła.
I to jest właśnie przyjaźń....czekanie......
Kolejna impreza u ptak'a, trzy inne ludzie i Gier'a paka. Tak się przyjeło że każde spotkanie, nocne granie, odbywało się na mokotowie, u Salomona. Każdu ludź gdzieś się rozchodził po kątach szukał swojego miejsca na bokach. Gieru i ekipa siadali zawsze w kuchni, nic novego, tak robi każdy, kto chce pogadać, w myślach komuś poprzeszkadzać. Kuchnia była mała, co dawło przewagę ekipy Kacpra nad obcymi, każdy alien raczej stronił od wchodzenia w ciasne, obce miejsca. Mogli omówić trudy życia i wyżalić się z problemów, pocieszyć innego, swojego.
Gieru zawsze starał się opowiadać o wszystkim co go boli, oczysczenie duchowe, co jego dusze gnoi. Nie miał problemu z opowiadaniem o swoich przykrościach. Pela, czarna dziewczyna, raczej skupiała się na swym chłopaku i szkole, że jakie oceny i inne babole. Ptaku był raczej sceptykiem opowiadania wszystkim o problemach, wiec tylko ufnie, po cichu, mówił jej i jemu Peli i Gierkowi. Romek to wogóle zawsze był skryty, jego problemy to wielkie gabaryty, ale opowiadać nie chciał, chodź szanse miał, i prawo, by zapowiedzieć wszystkim czego mamy się spodziewać, mógł nas przynajmniej mentalnie przygotować na achtungi i inne fajerwerki i przeboje. Ale co wy, nic z tego, cisza, grób, kaplica.
Siedzieli w kuchni, pijąc alco, nie mało, palac i gadając. Ja zawsze stałem z boku, nigdy nie zabierałem głosu,ale patrząc z tego boku widziałem przyjaciół, prawdziwych i szczerych, więzi między tymi, nicią błękitną splecionych. To było widać nawet z daleka, potrafili ustąpić, na każde słowo tego trzeciego, dłoń wyciągnąć na zawołanie, pomóc , wesprzeć i odpocząć za tego przyjaciela. Między nimi był ten inny, nieprzyjaciel,który w niekrótkim czasie wszystko zniszczy, pogrzebie w popiłach, ogień już zaczął gasić. Nie podam imienia tego skurwysyna, bo wie o kim mowa, poprostu "inny" na niego się woła, woła jak na psa, na sukę, chodź nawet pies wierniejszy niż ten człowiek, żygam na niego, współczuje. Lecz zawsze pocieszam się słowami Giera: Nie życz nikomu złego,nawet wrogowi, do niego i tak wróci zło które wyrządził, z podwójną siła. To kabbalah, nitka czerwona. Nawet dla wroga....
Gieru zerwał się szybko ze szkoły, miał dosyć ludu i burdelu, beznadziei szpony. Zawinął się do podziemi, kupił piwko i usiadł wśród knieji, pod pajacem słuchał pijackich bredni. To była ironia w rzeczy samej powiem, ledwo co się cyrk ministra zaczął a gierek chciał już koniec.
Oprócz budy miał inne problemy, w domu było zimno, brak rodzinnej atmosfery. Kiedyś chciał się zabić, umrzeć, pozamiatać, niechciał życia i nie chciał całego świata. Było to w czasach gdy gimnazjum kończył, w domu chujnia z grzybnią w szkole jeszcze gorzej, gdzieś zabłądził, uciekał, brak perspektyw widział, myśłał komu na nim zależy...napewno nie na sobie.
Popierdolił zeznania, źle poskładał puzzle, alternatywa-umrzeć. Na szczęście był na tyle mądry,że wychodząc ze szkoły, powiedział do babki od pierwiastków i kątów:
Widzimy się ostatni raz proszę Pani.
-dlaczego? wyjeżdzasz, wychodzisz?-zapytała Pani.
Tak wychodzę, na wieczny spoczynek się wybieram lago, dzwi zamknę za sabą, by ci tu nie wiało.
On by to zrobił, wiem bo znam człowieka, jebnął by się z mostu, albo inna sieka. Tabletki, podcinanie tętnic, wszystko wtedy miało sens, każdy sposób zabijania siebie był dla niego dobry. Jedynie stryczek nie wchodził w rachubę, bał się bólu.
I myślę sobie ludzie, że to było wołanie, krzyk rozpaczy, o pomoc błaganie. Tak jaby chciał powiedzieć-niech mnie Pani ratuje! proszę,wiem że jestem złym dzieckiem, jeszcze tylko dzieckiem, ale się poprawie.
Chciałby krzyczeć w niebo, na ulicy stojąc- Ludzie spójrzcie na mnie!!! zauważcie to że jestem, że czuje, że też mam prawo do życia!
Ale nawet matka, nie widziała grzechu, haosu w tym człowieku. Nikt nie widział, to kto miał zobaczyć?.....
...I tak siedział na defilad, popijał bronx, myśłał o życiu i gdybyłby zgon.
Zaraz podszedł Ptaku, usiadł i zagadał:
-co tam ludzik? co jest? widzę że nie w humorze...
-Daj spokój, kurwa jebie tą budę, i te całe ciało, jak tylko pomyśle o tej nudzie, nauce, chyba puszcze pawia, haftamoralniaka.
-Gieru damy radę, hehe przestań o tej budzie, dziś impreza, u mnie. Jakoś trzeba utopić swoje żale, co nie? mam rację? ludzik, jakieś transformacje?
- Stary gdyby nie ty, to bym dawno poległ, na poligonie życia, polu bitw bytowych. Ja tu już myślę o łapaniu kostuchy za stopy, a tym mi tu z baletami wyskakujesz, bosche, hehe ty, potrafisz pocieszyć....
Ptaku jako największy kumpel, przyjaciel ,miał przywilej wiedzieć więcej niż ktokolowiek. To był człowiek któremu Kacper mówił wszystko, prawie. To był ludzik, który zawsze był na ból lekarstwem, Przyjaciel.....
Mineły wakacje, czas bycia szczęśliwym na dłużej, i przyszedł dzień sądu-pierwszego września wątek. Gieru spotkał się ze swoją paczką, Ptakiem, Romkiem, Pelą i pedalską klasą.
Gierek nie nawidził się uczyć, nie znosił otwierać książek, rozdziałów historii, zaglądać do notek. Szkoła dla niego była przymusem, wiedział że musiał, musiał bo wiedział że tak jest na świecie, kolej losu.
Przychodził do szkoły w ramach towarzyskich, nie szukał życiowej mądrości, lecz do bycia gości. ciszył się na spotkanie z ekipą, bryyyń dzwonek, wchodzą do klasy na dziko. Na szałeństwo każdy się porywał, by zająć miejsce przy scianie, padjac na GĘBE. Pierwszy dzień organizacyjny, spis czego, lektur, plan rzezi mózgów podawała Pany Anja, Kacper z racji pyskatej mordy do belfrów, musiał wysłuchać kazań, kaznodzieji lektur.
-Kacper! ty w tym roku bądź mądry i grzeczny, i pilny i winny. Winny wszyskim złym czynom ludzkości, ty arogancki dzieciaku, naganna za życie i minus za twarz, siadaj!
każda lekcja dla giera była mordobiciem, marnowaniem czasu, 45 minet wypuszczał do lasu starości, kazda godzina lekcyjna była przeliczana na minute życia. a życie tak krótkie jak potrafimy w dal spojrzeć, po ciemku. Wiec ta minuta życia była dla tego łepka wiecznością.
Hehe pamiętam jak przychodził na lekcję, zamiast książek wyciągał gazetkę METRO codzienną, kubek kawy bądź butlę coli, w uszach słuchawki gdzieś empetrójek stacja w kieszeni. Za to dużo osób go nie lubiło, nie znosiło, nienawiść czuło, bo chłopak nie musiał otwierać książek, by wiedzieć to co powinien, potrafił się obronić, wykręcić. Był inteligentny. Mówił że życie to rock, że tak trzeba żyć i do tego stanu rzeczy podchodzić. Na rockowo zdawać maturę, na rockowo dawać w rurę, bawić się i bać, jeść, pić i spać. Tak podchodził do życia, zabawa i jego klika. Naukę traktował jak niesmaczny dodatek do obiadu, brukselka, którą zjeść można ale i nie trzeba. że to coś jest niedobre i mdłe w smaku, ale za to zdrowe.
Tak więc od czasu do czasu do nauki przysiadł, gdzieś w tramwaju czytał, zresztą szkoda życia....
chwile ulotne, jak każde dobre, koncentrat musiał powrócić do warszafki, bloków i matki.
dwadzieściajeden dni spokoju i ludzkiego gnoju. Dla tych momentów żyć się chciało wiecznie, dla tych ludzi z ziemi ojczystej, ziomków etc.
gdy wyjeżdżał gierek z miejsca dni milczących, wiedział że powróci, by łaknąć wolności słowa i bycia kim się chce za życia.
ta bajaderka się nie skończy nie sturla, była, jest i będzie.
Bo dla tego młodziaka to miejsce święte, miejsce mocy, bycie zaklęte. To Ci ludzie żyć mu dali skrycie w swej skorupie...sami wiecie. I wielkie dzięki z samej góry od boga i przyrody że was miał i będzie....może kiedyś...zobaczycie.
Lecz w tej mrocznej opowiastce, piosnce biedy i rozpaczy, miły akcent się kończy, żal i coś się zarobaczy. Bo to co dobre szybko się kończy, tak i ten rozdział w życiu Giera upadł, potoczył.
O co tu chodz, nie wiecie?, to ja wam napisze, wyskrobie. Ten obóz był jedną chwilą z niewielu, kiedy Kacper mógł być motylem, nie gadziną.
Więc dlacazego tak krótko o tym piszę-pytacie?
bo to było smaczne, i niech tak pozostanie.
tej nocy, o północy, do tej dwójki, dołączyła się Dagmara, nocna mara, spać nie mogła, okazji nie miała. Ewidentnie coś ją męczyło, z głowy coś ubyło, sumienie wyło.
Szkoda jej się zrobiło, miała problem, powaga, smutek, łez kaskada.
Gieru nie znosił tej panny obficie dażył wstręt jak odbicie, echa.
Ułomność w niej widział, choroby doszukał, egzystencjalnej.
- Jestem zajebistą i głupią suką, przepraszam za wszystko, nie chciałam...-Dagi powiedziała słowa, które brzmiały w jej ustach jak zarysowana płytka, cede, amica.
Gieru pierwszy raz spojrzał się z litością na dziweczyne, która zawsze była pomyjem, nie widział, nie wierzył, co słyszał, zaprzeczył.
-słuchaj nikt tak o tobie nie marzy, nie mówi, nie warzy. Jesteś jaka chcesz być, widziana, twoja strategia wyjebana.Masz więcej ironii w swym byciu, niż podatki podatników.- bez przekonania zawodził Gierek.
Po czym Pinola dodała:
-Zacznij do ludzi podchodzić z szacunkiem, umiarem. Przestań się robić na Paris, tak mi się wydaje, a zrobisz co zechcesz, powaga, u wszystkich na kreskę, masz Daga!
posiedzieli z novą koleżanką przy stole, namiotowym, we troje, Pinola jeszcze ją pocieszała, padaka. Gieru wychodził z przekonania, że to już tak będzie, bez zmian osobowość, że ludzie się nie zmieniają, tak szybko, jak humor.
Sceptyk, romantyk, sytuacji matematyk, policzył, sumował, i wyszło....Że ona pani choroba, stwarza sytuacje, people hot relacje, intryga, żeby coś się działo.
Tak jak sytuacja z mordobiciem, kiedy z karolem z obyciem, lali się po mordzie, bo panna princessa namieszać dała radę i taka to rada, że są ludzie i parapety, panny tapety, ludzie walety, pijący z mety, są różni, są tacy , co są tacy sami, jak inni...niczyji
Tego wieczoru, gdy wszyscy poszli spać, z paleniska dym, spaliny team.
Zostali sami, przy świetle świecy, siedzieli. Bacznie obserwowali okolice, namioty, mieli chcice.
Zaciągając się papierosem:..
-To co teraz będziemy robić?- powiedziała ONA.
-Może się pocałujemy?- zadał pytanie ON.
-Dobrze...- odparła ONA
I skrycie się pocałowali, namiętnie chyba, do krtani, poczuli zawrót głowy, brak mowy. Po cichutku, po malutku, na skróty, z emocji pogubili buty. To był pierwszy tak poważny, uczuciowo zaangażowany całus, realny, dla Giera kariera,era, makrela...
Gieru nie zaznał jeszcze uczucia miłości, nie miał sercowych gości, że niby- co to ma być! Jaki kicz, miłość i emocji bicz. Motyle w brzuchu wyśmiewał, żelazną maskę przybierał, nie chciał i nie miał. Uczucie tak dla niego obce, poczucie boczne, z miłości alien. Nie znał kochanki manier, komercyjny bajer, poprostu bał się.
Ale koleżankę Pinol'e nie tylko lubił, to coś więcej- mówił. Wydaje mi się że jednak coś czuł, motyle i ból. On dla niej chciał być bardzo ważny, niż inny każdy. To dla tej panienki śledzie wbijał, namiot naciągał, herbatę popijał, tylko dla niej. I dla niej chadzał po świeże bułki, wybierał najlepsze przenne bulwy. Czuł się jak prawdziwy mężczyzna, tylko dla niej.
Ona też nie była uboga w uczucie do niego, mówiła "to mego" no chyba faceta, oto jej chodziło, co nie? Ona zrobiła krok pierwszy, najlepszy.
Pewnego, pięknego, ciepłego wieczoru, gdzie gwiazdy świeciły przepięknie jak nigdy, księżyc ze wstydu chował się za chmurę, a cisza wzbudzała niepokój....ble! harlekin mi wyszedł...
Czasami żeby oderwać się od rzeczywiście, ciężko-strawnych spraw, Gieru zabierał Pinola na plażę, henna tatuaże, brał materac dmuchany, muzykę do tany, zetony i many. Obóz był położony w miejscu takowym, że z jednej strony mieli zatokę, gdzie woda płytka, ciepła z lekka, przejżysta, trenigi serferów,pianka, mnóstwo manewrów. A z drugiej strony, za ulicą szosową, morze jak malowane, otwarte. Zabierał Pinola nad zatokę, gdzie slońce grzało z deka mocniej, Ona kładła się na mate, a Gieru stał w wodzie,mokre gacie. Z sumiennym staraniem smarował ją filtrami, relaksując się słońcem i jej śmiechem szczerym, pięknym śmiechem, bezwstydnym. I kiedy reszta syfu gotowała się gdzieś na kempingu, oni muśnieci ciszą, oddani chwilą, swpólnie spędzonym.
Oboje darzyli się uczuciem....
czwartek, 17 maja 2012
Licznik odwiedzin: 104 714 (wersja testowa)

pisarz ze mnie marny, ale to mój świat, moja przestrzeń, każde zdanie to ja, i niech tak pozostanie.
Mam dopiero 20 lat i się wstydzę, ale to minie.
Przecież nie musisz kminić tego świata, ja nie rozumiem nawet tego w którym żyjemy.
taka zlepka wszelakich historii,opisów ludzkich przywar i zespolony haft osobowego gówna. Zapis moich uczuć, prawdziwego ty we mnie i jeden wielki ...
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
Ulubiony bohater: