Bloog Wirtualna Polska
Jest 937 595 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

Pochwalny. Drogi Czytelniku niepapierowy, dziękuję, że odwiedziłeś mój blog. Pamiętaj - tu fikcja jest jak purpura, a rzeczywistość błękitnym bełtem. Zamieszałem, wciągnąłem i jest. Inny. Dla ciebie. Miłego czy i tania. Tomek.

Kiecka

poniedziałek, 02 stycznia 2012 11:17

Ciąża Peli coraz bardziej rzucałą się w oczy. Do tego jej strój ala Versacze pseudo Kalvine Klajne, się popłacze. A w pakiecie panowie, jeden czarny, mały i drugi blond wysoki, obrazek od Bozi, ropacz wita i grozi. Idealnie pasowali, do warszawskiej wyobraźni, gdzie pod Pałacem Kultury się znajdowała, oraz KaDeTe, odzieżowa malaria.

 

Muszę kupić SE kieckę na stódniówkę chopaki - Pela popatrzyła na blaszane hale, w których panie Ale sprzedawały dzianinę a panowie trawę. - Jakąś takąś innąś czerwoną, że tu z rozpięciem, wiesz Ptaku, a w tym mijescu tak wyszyte cekinami i złote korale na wspak od szwu, że jak Bijonce miała na imprezie jakieś - prezentowała Ptakowi swój pomysł la, wskazując brudnym palcem na nogi.

 

- Dobra, nie czaruj nas, tylko chodźmy, może i ja znajdę dla siebie odzienie rozkoszy - odparł Patku i ruszyli do hal warszawskich, kupieckich.

 

Tu był raj dla cinkciarzy, dilerów, maklerów, T.Love z głośników. Metalowe pudełka w Warszawa Centrum, stoiska, kolorowe twarze. Murzyni i cyganie. Chinoli też jak na zawołanie. Wszyscy. Ruskie też tu byli, mają swoje boxy, a Polacy nie gęsie sprzedają rajstopy. Tanio i drogo, droga i tania, polska rzeczywistość, jak autostrada.

 

Weszli do środka, rozejrzeli się po boksach, Pela szukała kiecki, Ptaku i Gieru niczego nie szukali, byli zmęczeni i przerażeni.

 

Bo ta opowieść zbliża się do końca, naprawdę. Zaraz zamknę rozdział i się skończy harem. Po studniówce już niczego nie będzie, zostanie tylko słowo. A czego nie wyczytasz, cofnij się, nie do przodu.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330709825,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Pępęk

sobota, 10 grudnia 2011 23:19

Nie znali drogi, tej życiowej na pewno, szlajali się po Centrum, szukali swego ego. Eko-groszek, ego-namia, elo-dystans, jest harmonia.

 

Ja wam powiem, tak szczerze jak na wizycie księdza, że nas to jeszcze nie dopadła nędza - zaczął wywód Gierek. - Spójrzcie na tę kobietę od kawiatów, ma raka dziasła chyba, czy ten dziad od ptaków. Też chorba za męża go wzięła. Co im z życia zostało, Boga poje ba o.

 

Chemiczne spojrzenie Gierka na tych ludzi, metaliczny smak w ustach, nikogo już nie trudzi. On inaczej spojrzał, tam inaczej powięką mlasnął. Taki z niego nicpoń, narysowany z resztek, tych bożych kredek.

 

- Ja mam swoje problemy, jedno duże, pod cycem. Wychowam go tak, żeby nie był dziadem, żeby był frikiem. Życiowym miętusem, że jak go los spróbować będzie chciał, to poczuje, że to towar, dobry drops, La Boga - mówiła Pela, grzebiąc sobie w pępku.

 

- Co ty kurwa robisz, uważaj jak chodzisz, wchodzimy po schodach, betonowych kłodach, będzie iść pod Kultury Pałac, a ty kurwa, a a a, grzebierz w pępku. Jak cio-ta - Ptak był zły na Pelę. Za to jak ona go traktuje. Dlatego był nie miły. 

 

Usiedli pod Pekinem, na zielonej ławce, która pachnie olejną, takie warszawskie atrakcje. Znów ktoś z nich wyjął blanta, ktoś papierosa, a kto, co wyciągnął, tego nie powiem, wynocha. Zjarali się trawą, Ptaku i Gierek raczej, Pela tylko fajka, w końcu to Polka i matka.

 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330656012,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Centrum

niedziela, 15 sierpnia 2010 11:04
Dzwonek na lekcję - drin, drink, dream. Pelak, Ptaku i Gieru wybiegli ze szkoły, zapalili papierosy i coś jeszcze dośpiewali. Ala nie wali mu pały. Tak To Leciało, wybiegło bydło i się zrzygało. Poszli do podziemi, warszawskich studzienek, spotkali meneli. Zapienkanki też są i śmierdzą rowerem, kanapki menelem, herbata nie smakuje, nawet nie wyglada. Weszli całą ekipą do SAMa, wujka z Ameryki, gdzie półki sie uginają od towaru i inne triki. Kupili dwa wina, trzecie skradli i w kasy. Bombasy.

- Papierosy poproszę, tylko nie mentole, bo kurwa nie znoszę - powiedział Gierek do pani KAS o nazwisku Jerek.
Wszystkie są mentolowe, bo sadzimy z koleżankami z kasy mięte przy kasie, na kasowym stole. Wszystko jest miętowe, nawet moje paznokcie, wszystkie dychy i nawet Pana łokcie. O!
- Łokcie?
A co się dziwi? Mentol dobre na dziwy, te co tu przychodzą z Mariotu, niedalekiego luksusowego molochu.
Dobra, dawaj te niementolowe, mięte też zapakuj. Dawaj zapałki i wszystko to już. I fak ju!

Pela w tym czasie zjadała bransoletki z cukierków, miała zachcianki jelitowo-ruchowe, psycho-wymiotne. Zjadła jeszcze pół bułki i ogórki o smaku czeko-rurki. Brzuchem zepchnęła dziada z kolejki, jak spychacz jeden niedobry, złapała Ptaka za rękę i wyszła.

Gieru ich dogonił i ruszyli na centralny, alejkami sławy, kanapkowym szlakiem, kebabem i Allahem.

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,6295741,trackback

komentarze (5) | dodaj komentarz | Trackbacki (1)

100dniówka, zawód i wielki D.

czwartek, 11 marca 2010 21:37

Dnia następnego ekipa, Giera klika w murach swej budy, Oxfordu na Hożej pozbierać się nie może. Matura coraz bliżej, dalej od poczatku końca, szuka szczęścia, posłańca dnia, życiowego gońca. Jeszcze sto dni do DIeNdu, tylko Pela się nie chce obudzić, przecież jest w ciązy, więc o czym tu mówić. Matura nie zając, nie królik z kapelusza, lecz misiu przytulas, bajka do ucha. Jescze chwila, jeszcze troszeczkę, skończy się bajka o Gierku, pstryk iskierka, mała zapłaka.

Na schodach Hożej uczelni niższej Patku spala ostatni paznokieć towara:

Za sto dni moi drodzy, skończy się ta przygoda, zakręcona rola, jak lato z radiem popierdolona historia, nie będzie już mnie, ich, Peli i Gierka. Spalam ostatki, bo przedbiegi czas zacząć, walczyć o jutro, o dojrzalość. Prosić los o rozum, o krzyżyk na drogę. Wybrać jakiś zawód.

Eeee, ja mam dziecka w brzuchu, więc już mam zawód - matkę Polkę będę odgrywać, role życia wyrabiać. Dziecko wychowywać. A matura? A co to jest matura? Tera jakiś świstek, papierek, z dupy dekret. Ja się o mój zarodek martiwę, żeby jakaś pokraka, dziwny jakiś dałn nie wylazł, bo sie....

Co się, no co Pela zrobisz? Nic kurwa nie zrobisz, jak Ci się Dałn urodzi! - mówi Ptaku

O! Jebne się z mostu! I co?! A ty się Patku nie odzywaj, bo to twoje dziecko, sam mi to wmówiłeś, gUpia nie jestem. Będzie się trudził zawodem ojca niepełnosprawnego dziecka. I masz już do końca życia zawodzik, bez matury. Ojciec ds. dałniarstwa.

Pela, ty nie masz co się martwić, kasę twoi rodzce mają, firmę posiadają, kasę w kasetce trzymają. W kasetce firmy Armani. Więc co się martwisz? Dałna oddasz, bo tak robią bogaci, a sobie kupi extra kozaki. A jak się urodzi, daj Bóg - dziecko nadnormalne, to będziesz się cieszyć, może nawet zahłannie. - Gieru odparł i złapał bucha od Ptaka.

O widzę, że cała ekipa, kiep szkolny czyli wy! Do niczego nie dojdziecie, już wam to chyba mówiłem - wice Dyrektor jak zwykle uprzejmy. Proszę bardzo - panienka z brzuchem, już ktoś zasiał, zasiadził burchlę? Ćpuń i Pan Gierek największe nic w tej szkole. Już pan się wyleczył po psycho-chorobie?

Panie wielkie D - odparł Gierek. Jest Pan zerem. Jak napój bez kalorii, tak jak zwłoki bez duszy. Już za sto dni skończy się ta bajka, więc już teraz to powiem - biedna jest Pana matka. Urodziła skurwiela jakich mało w tym mieście. Czyli ciebie, to przykre, przeproś rodzicielkę. 3,2,1 to rozmowa niekontrolowana, nikt nas już nie słyszy. To jest cicha-oralna.




Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5616145,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz | Trackbacki (1)

I tak sięDzieli

wtorek, 15 grudnia 2009 15:02


Wiecie co mi humor poprawia? Zakupy w Empiku z kosmetykami, w tym z czerwonym koniem, lubie powąchać sobie mydeł, popatrzeć na kolorowe proszę, przymierzyć loki od "Lady Gośki". Chodźcie i zapomnijmy o tym dziecku. Ono jest nie ważne. Czas na zaKUPY tak na poważnie
.


stuk, stuk,stuk,stuk - schodami zbiegła ciężarna Pela, a za nią Ptaku i wrak Giera. Poszli go Galerii Mokotów, do miejsca, gdzie galerianki chodzą po zmroku, gdzie można kupić tipsy w proszku, matkę instant z wystawy,  gdzie dziwka z kantoru da ci dolary do buzi, do zabawy.


Jak ty z tym dzieckiem będziesz żyć? Ja wciąż nie mogę U i WIE a nawet RZYĆ.


No ja ci go oddam, chcesz? Bo wiedzę kurwa, że tobie się to podoba. Bardziej ci zależy, jak na giftach od Boga. Ja go urodzę, wyrzygam, i tobie wyślę albo przyniosę. Pytam się czy CHESZ?!


Za bardzo cię kocham, i te inne komerycjne bzdury ci powiem, że szaleje za tobą, że za tym dzieckiem to już nawet płaczę - tylko ty mnie nie chcesz, nie widzisz we mnie faceta.


Mów co chcesz Patku, ja zjeżdżam ruchomymi schodami, taki fun, kurwa, życia nie znasz dzieciaku, a w dom chcesz się bawić. Weź kurwa z oczu mi zejć, bo powieki nie mogę przymknąć, żeby nie patrzeć na te gówno, jakim jest moje życie. A ty mi w przymykaniu utrudniasz. Mnie wkurwiasz.

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5256149,trackback

komentarze (2) | dodaj komentarz | Trackbacki (1)

E-rozmowy w toku

niedziela, 22 listopada 2009 13:51


Gieru dojechał na Modzelewskiego do Ptaka, gdzie była już Pela - oto cała paka. Wśród zmyślonych książek, wyimaginowanych krzeseł siedzieli aż w trójkę mówiąc o biedzie. Pisząc myślami po ścianach, rzygając spojrzeniami w podłogę. Też zamyśloną - O Boża!. Taki ich świat, świat wykreowany przez ułaana anana-kofana. Pela jest kochana.

Słuchaj ty mnie Ptaku, ja ci coś powiedzieć muszę. Otóż jestem w ciąży. Jestem tak zwaną cieżarną cieżaróweczką. Otwórz jogurt i oddaj wieczko. Zbieram na wózek dla e-dziecka, dla mego becikowego wstręctwa. Barkuje mi jeszcze raz, dwa, trzy... no tak z milion pińcet wieczek.


- Jak to jesteś w ciąży?! Co ty odpierdalasz? Przecież to wbrew moim wyobrażeniom, czyli nie możesz być, bo ja sobie tego niewyobraziłem! Pelagio! Ag i O! Proszę powiedzec, że to nie i nawet prawda - oj się trochę zdenerwował Ptaku, a przecież to jego e-dziecko, ona mu to wmówi, wyobrazi to mu.


Jestem! Tak potwierdzam i nie zaprzeczam. Oficjalna wersja już została podana, wyrzygana do mediów. W radio mówią, to przecież wiem, nie?! Mało tego chłopcze! To dziecko e-internetowe to twoje! Hapu hapu, cyku, cyku jestem w ciąży z tobą dziku!


Gieru, powiedz, że to prawda, powiedz, że to straszne, że to dziecko moje, me, maine-srajne, entylik-pentlik pstryk i zrobione.


Ja nie wiem, ja nic nie wiem, kurwa wasza mać zajebana kajmakiem. Przecież, co dopiero z umierlani wyszedłem, gdzie się naćpałem widokiem z okna, nawąchałem się obrazem tiwi, gdzie dałem sobie w żyły z kilku torebek Knorra.

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5183703,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz | Trackbacki (1)

Uno drei Hitler May

wtorek, 26 maja 2009 22:58



Mam ochotę na chinczyka chińskiego.  Koreańskie pierogi bez nogi, bez ucha. Te robione w Częstochowie na tyłach kościoła. Od mc Pana Boga. To pa, a nawet ap a-pa.  Mamo wychodzę i jadę do Ptaka, wmówić mu, że dziecko nie jest jego,  a jest nie jego. Pa jeszcze raz.

 

Pelagia wsiadła do srebrengo uno ze znaczkiem mercedeza i pojechała na Modzelewskiego, do niego samego. Brzuch już w trzecim miesiącu ciąży, a ona sama może w pierwszym tygodniu. Po drodzę jeszcze zadzwoni do Giera, bo na mieście słyszała, że wyszedł ze szpi-szpitala.

 

- Cześć Kacper, a gdzie ty jesteś? No gdzie ty jesteś ty mi powiedz? Jadę do Ptaka, jedź ze mną tylko sam autobusem.

 

Będę ale wczoraj, bo jeszcze w szpitalu zakładam profilaktycznie kondoma. Kolegę odwiozłem, wiesz?


- Nie wiem, nic nie wiem, wiem tylko, że jesteś w ciąży. Wiesz? A wiesz, że jestem Polką? I prawie matką?



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,4609428,trackback

komentarze (6) | dodaj komentarz | Trackbacki (1)

yestem w ciąży!

poniedziałek, 25 maja 2009 10:48



Wiesz, jestem w ciąży. Nie wiem jak to się stało w sumie. Znaczy wiem, ale nie wiem z kim. Nie wiem i nie wiem, ciągle nic nie wiem. Nie wiem kim jest ojciec dziecka mego. Łolelo - Pelagia do nieznanej matki, nie znienawidzonej rodzicielki.

 

Mamo, ale ja nie chciałam zajść w ciąże, przecież myślałam, uważałam. Ale wiesz, Ptaku powiedział, że nawet jak to nie jego, a jego być nie może, bo ja z nim się nie kochałam, to on powiedział, że może być jego, że to dziecko i tego. Poczekaj mamo przyjdę do twojego pokoju zaraz, bo już mi się znudziła ta zabawa, że jestem fajna.

 

  • - Stuk, stuk - mówi Pelagia, dla przypomnienia lat 19 miała.
  • - Halo, centralo?
  • - To ja! Ha ha ha, piękna Pelagia i banana, i dolcze i gabana mama.

 

Wiesz i wiesz co jeszcze powiedział Ptaku? Że można oddać na złom to dziecko. No normalnie wyjebać jak starą szynkę! No. Ale ja wole oddać go do takiego okienka w kościele, takie nocne okienko jak w Magdonaldzie.

 

 

Gieru na Wolskiej oddawał do przechowania gwiazdę, pożegnał się i uciekł. Wsiadł w 171 linie autobusową, która jedzie na Bem-Bemowo. To ponoć nowo sypialniano. Piękne Bemowo. I zielono, i kostka bauma jest, i ratusz duży piękny. Nie to co Wolska i szpital. Kacper mieszkał na Arki Bożka. Osiedle Górce. Dzwoni do Pelagii zapytać jak tam minęły te dni kiedy on na Wolskiej kpił ze śmierci:

 

- Wiesz jestem Gieru w ciąży! No mówię ci, he he, ale jazda, co? No niespodziewanka taka. Nie, nie wiem kim jest ojciec tego nienarodzonego dziecka, znaczy się bękarta. Ale Ptaku mówi, że to może być jego, wiesz? No tak mi powiedział, i ja mu powiedziałam, że jak nie dotrzyma słowa danego, to zakład przegrywa i kupuje mi bik maka.


Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,4603996,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

Ulica Wolska Warszawska street, pix i chix

piątek, 22 maja 2009 23:46



Przyjechała karetka, pan doktor - Lubicz z Klanu, piguła i sanitariusz. Ot ci karawan biały jak koń księcia, tylko, że pana nie ma. Gwiazda we krwi cały, mózg na trawniku zostawił, zbladł i drętwy się zrobił. Sanitariusz Wojtek, bo miał plakietkę z imieniem i pozycją w firmie napisaną - Specjalista ds. jebania w krzyżu zgiął w pół Gwiazdę, bo się nie mieścił do żuka, karetko-busa. Busa nie ma, Żuka nie ma, trwa się pali, piguła się bawi. Gieru wsiadł do białego Żuka i pojechał do szpitala, kolege odwieźć i nara. Obok koparka. Żółta.

- Co się pani tak śmieje, śmieszne to? Że, co? Że niby kurwa śmierć jest śmieszna? Że co, że chuj krwawi młody a ty spijesz jego krew z wenfolnu i się udławisz? 



A śmiać się nie można? Nie pyskuj ty gnoju jeden ty. Nie przeciągaj struny, bo cię w kaftan wsadzę po uszy i pierdolne ze śląsko-dąbrowskiego do Wisły jebany! Krzyczę! Ci kurwa na ryj!



 Już Gieru miał jej jebnąć, już miał na nią intelekten rzygnąć a tu hops, szybki drops i Gwiazda jak napięty drut się podniósł i zajebał białej kose w plecy. A nie, to tulipan po piwie z którym szedł.

- Co ty Gwiazda kurwa narobiłeś? Ty ją kurwa szatańska zabiłeś! No teraz to nas na bank powieszą na egzekucji warszawskiej na Bankowym placu. Acu, acu.

Żuk się zatrzymał, drzwi się otwierają, piguła wypadła, Gwiazdę zabierają. Gieru wyszedł z karetki i patrzy i się dziwi i jeszcze nóżką pielęgniarkę upchnął w kratki od kanalizacji. Szpital Wolski. Umieralnie, na której kilka dni wcześniej leżał Gierek po tabsach. Po prochach. I się załamał.

 

 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,4596141,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

Stars z Warsem

niedziela, 10 maja 2009 19:24


Bach ciach, riki -tiki, turlają się opony, słychać krzyk - okrzyki. Ło żesz ty jezusku, maryjo madonno i inne artystki - krzyczy baba z balkonu, bo ktoś Gwiazdę piedolnoł. Gieru ledwo na pięcie od chleba się odwrócił w stornę API-sklepu a za nim śmierć z Wolskiej przyczłeptała i bach Gwiazdę złapała na chodniku. Znów się odwrócił lecz w przeciwną stronę, czyli tam gdzie śmierć łowi i się kosą bawi.

- Ty gwiazda, żyjesz?! Stary co się stao? Mrugnij, ugryź albo nie wiem, żygnij chociaż! Człowieniu.


Biegnie Łysy, biegnie i Ptaku, wszyscy biegną - nie ma już strachu. Jeszcze Cinek biegł ale się zagubił, piwo, kreska i nie ma syna psa, pieska.

- Chłopaki dzwońcie po karetkę, albo po ojca Cinka psa jednego, niedobrego sługusa systemu. Dzwońcie! - krzyczał Gieru


- Nie ma darmowych minut, a jest już po 21 więc i taryfa nie działa, ała ała on krzyczy, bo boli! - Łysy prawie już kupę zrobił.


- Ty się jebnił Łysy, wiesz? Ty weź się! Dzwoń, albo ja dzwonię, na tvn-kontakt-platforme. A i po karetkę też, no jak nie jak tak - Ptaku patrząc na babę z balkonu przemówił jakby pod publiczkę


A Gwiazda? A drzazga? Krwawi i umiera, umiera i ducha nie ma. Kierwoca jak niemiecka pchła skoczył w krzaki, auto się pali, ale jaja, ale afera. Gwiazda jeszcze oczami przewracał, jeszcze coś tam mowił, blady i chudy, noga już nie służy, ręka już nie mówi, oko już nie mlaszcze, usta już zielone. No może sine. Puk, puk, puk puls, syk, syk, syk, pociąg jedzie. Bach, bach, bach trzaska auta i basta. Nie ma chłopaka

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,4554440,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Osiedlowe Tango

piątek, 03 kwietnia 2009 17:50



Siema Gieru, co tam słychać? Wiesz, u mnie nie ok., a nawet nie k.o. - Zaczął Ukasz, pseudonim Gwiazda od szkolnych lat jak znaczek mazda na fiacie mercedesa.

 

Czekaj, czekaj Gwiazda, zanim zaczniesz monolog, zanim spuścisz na mnie swą zasłonę miłosierdzia, zanim zaczniesz i przestaniesz, zanim powiesz i oczami mlaśniesz, daj mi szanse, że ja coś powiem.... - Kacper to powiedział, nie ja

 

Ja też mam życie chujowe, matka mnie nienawidzi, ojciec się wstydzi, bracia wciąż mnie szczują, wiesz kurwa! Wiesz, że mówią, że jestem tak dobry w swym żałosnym byciu jak gra Jandy Krystyny, wiesz kurwa!? A czy ty wiesz, że nie mam szkoły, że jestem dziwką bez wykształcenia? Że ćpam, że wciągam i ciągnę czasami?! Pytam się czy wiesz, to kurwa tak dobrze, jak dobrze potrafisz udawać życie?

 

W sumie, to... nie e - Odparł Ukasz, a przy tym ciągnąc z nosa gluta i jedząc go ratami

 

To przestań figo fago, moralo i osiedlowe tango mi tu przed oczymi odpierdalać ać ać!

 

Trochę źle Gieras zrobił, a nawet bardzo źle, tak się nie robi, nie tworzy się tak tej historii. Czytasz to i wiesz, że to bajka, że przepita historia prawdziwa oparta. O co? O fakty autentyczne. Czytasz i myślisz Co to kurwa jest? Historia tak zakręcona jak frytki zakręcone w Makdonalds.


Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,4420262,trackback

komentarze (3) | dodaj komentarz

Miaua matkua syna

wtorek, 03 marca 2009 17:20

Gieru zjadł śniadanie, pozdrowił drogie panie i te tanie. Zabrał swe zabawki, draski i zdrapki i wrócił na osiedle Górce, bemowskie inaczej pagurki.

 

Matka Kacpra z łzami w oczach, z nogami w bamboszach, z nieobiadem go przywitała, spojrzeniem obarczając jego sumienie, że przegrał chyba życie.

 

Ty jutro do szkoły synu idziesz, synu niejedyny, co chciałam wychować, pogubiłam rymy. - Irena miała na imię jego rodzicielka, Irena Soraya, z domu L'oreala.

 

Chciał jeszcze Gierek wojować, ale sił mu brakło, wyczerpany zabawą, nieudolnie chapnął trochę głupiej przygody. Zostawił pakunki i poszedł w bloki, na osiedlowe domoblogi.

 

Spotkał kumpla...

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,4301317,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zadzwonił telefon...

poniedziałek, 02 marca 2009 21:12


Właśnie Gieru spalił fajka, wyrzucił niedopałka i odebrał trele-fona



- Sie-meo, to ja Romano roman-neo, świecący neon, warszawi elo. Kiedy ludzik ze szptala wychodzisz? 



- Sie ma ne ro, elo, eldorado konrado moreno. A widzisz, się z życiem pokłóciłem i koze wybrałem, szpital i życie, Romano jak w Madrycie.


- Ty, weź już rób wypad i wracaj do szkoły, ogarnij kalesony, "Czecia" klasa i matury, semestry i od znaczków dziury. He he, i jeszcze raz He. 



- Jutro Romano wychodzę, skończmy ten trzy letni balet, cię proszę. Już przemyślałem, wypaliłem, zapomniałem. Miłość odchorowałem, o której nie mówiłem, ani teraz, ani w innym wpsie. 3m się,


Wrócił Kacper do sali, pozdro dla siostry Mani, Bóg zgasił śwatło. Pstryk, sen, hop, matrixy, skok, jawa i anielskie iskry. Nastał dzień nowy, bardziej kolorowy. 



- Eeee, ty małolat, zaproszenie na śniadanie? Eee, ty piękny książę, co żeś wpadł w oko grubej Olce wstawaj - Piguła delikatnie powiedziała dzień dobry. 



Dzień dobry siostro. Dzień dobry tvn, dzień dobry tvp, dzień dobry polsat, co na śniadanie? 



- O kurwa, słyszeliście wy to dziewczyny? Śniadanko? Bu-a-ha-ha, a to żeśmy się uśmiali, malolat świrki-tramwaj- śmiała się piguła,  chyba trzy sale i cały korytarz ze mnie. 



- Miły chłopaku, dziś to co niezawsze, czyli to co codziennie i nieodświęta. Melonka, sucha kromka i herba bez cukra.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,4298688,trackback

komentarze (2) | dodaj komentarz

jutro wychodzę

niedziela, 25 stycznia 2009 19:45



Jutro wychodzę - Powiedział Gieru do nich, prosząc o to, by jeszcze nikomu o tym nie mówić.


To my pójdziemy, ok, bo jakoś późno chyba, jeszcze do domu, jeszcze do jutra oby. No to cześć Kacper, 3m się.

Faktycznie za oknem zrobiło się ciemno, zapadł zmrok, przykryty czerwieniom warszafskich lamp. I jakby cicho, jakby znikło, nie ma, pękło. A, to miasto się zkękło, godzin już nikt nie liczy, wszyscy w domach, jezus w kaplicy... się stracha.

Wciaż ciepło, powietrze co przez otwarte okno wpadało do szpitalnego kibla, dobra toalety napiszę, dawało możliwość głębszego oddechu. Napawało spokojem. Gierek spoglądał w dal, gdzie widać było słońce, zachodzące zachodnie, może trochę centralne, bemowskie. Kojące słońce, obrazek złożony z gorących od myśli pikseli, grzało w niebanalny wieczór.

Anse ka ba nse flore, oma de oma de, oma deo, deo, firanki zwiewne riki tiki, myszka miki śmietnik city- dzieciaki śpiewały na wolskim trzepaku, spierdalaj buraku, sąsiad też wyszedł i powiedział.

A może wychamować, zaprzestać się marnować, może już nawet niechcę, może tylko nietrzeba? Może warto się bujnąć na takim trzepaku życia? Może morze bałtyckie, warszawskie ulice, niepotrzebne życie, w tym stołecznym graficie? Dobra, to od jutra zaczynam się niemarnować, zaczynam niepieprzyć, niewariować. Nie będę już niepotrzebny, niemiły, niewierny. Niematkę przeproszę, nieojca też mogę, nieświat i nieliczne osoby....

Zadzwonił telefon.

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,4152404,trackback

komentarze (2) | dodaj komentarz

Zabierzecie go!

piątek, 09 stycznia 2009 20:12


Patrząc przez te okno, które całe w kale, zamazane brudem,jakby jakąś ścierą ktoś przejechał tafle Kacper zauważył Ptaka i Pelagię, ktorzy wpadli na Wolską do umieralni, aby Gierka zobaczyć,aby wytłumaczyć przede wszystkim sobie, że się coś stało, że to nie są gierki Gierka Eklerka, że to wina świata , że ma z sobą problem,że gdzieś się zagubił i chce zatonąć w śpanie, zaćpać wspomnienia po mamie, po tacie, po nich i po tobie.


- Tylko twarz obmyje, a co, niech nie widzą jak się męczę, jak gnije. Zmyje z siebie ten brud, ten mocz, ten kał. Zimną wodą z kranu i co z tego, że brudna, jakaś żółtawa


Lecz co z tego, że się starał zmyć łzy i zmęczenie, skoro nie dał rady kiedy ich zobaczył? Ciepłymi łzami się zalał, ale nie chciał, nie, to nie w jego stylu, to było ponad niego, wewnętrzne ego i łolelo.


Sie ma ludzik, co się dzieje, chcesz zaparzyć ci herbaty, chcesz może trochę wódki? Chcesz? - Zapytał Ptaku i ciągnął to dalej. Pela przyniosła grejfiuty, i grejcipy, co jest stary z tobą, gdzieś ty się zgubił zgubo, cała szkoła gada, żeś ty ćpał i zaćpał nawet Boga Pana?


A weź ty się od niego odjeb, ty glupi jesteś eś sie sie debilu ! Kacper ty masz szybko zdrowieć, słyszysz! Masz przestać ćpać,  o boże jak ty wyglądasz, co ty robisz, powiedz i popatrz.


Ty sie odjeb Pela, ty go nieniańcz, Kacper zabieramy cię stąd, albo zostań, bo gdzie my cię schowamy, do szafy, pod matki szmaty? No gdzie, pod łóżko może, o nie, tam nie bo już tam Romek leży i haftuje - Ironicznie wciąż ironizował Ptaku.


Gieru nie mógł pozbierać myśli. Padł na glębę i zaczął drżeć, drawkować, zaczął po tej podlodze się rzucać, nieszanować, padaczka-sraczka, plus biała piana, już chyba będzie koniec...





Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,4092017,trackback

komentarze (2) | dodaj komentarz

Okno na ULiCE i życie - ZObacz

czwartek, 08 stycznia 2009 22:54


Poszedł zapalić. Gierek miał już totalnie dosyć i tego szpitala, extra umieralni i całego świata. W kibolu waliło tylko kałem i moczem, może starym dziadem, upitym malarzem, co malował kafelki, i na brąz farelki. Okno na Wolską otwarzył, wyciągnął szluga, niezmiennie L&M blue nie super lajt ściema, usiadł na parapecie e-cie-pe-cie i zjarał chatę.


- Tak tęsknie za byciem normalnym, zwykłym i przeciętnym, chce być Wojtkiem zwiędłym, chce być nielubiany, nieumyty lecz kochany. Znów chce być, choć nigdy nie byłem taki prawdziwy, normalny.


Ból zjadał Kacpra od środka jak nawotór nowotworu, jak rak raka brata, jak siostra białaczka czy kuzyn stwardnienie rozsiane. Płacz głęboki czuł aż w podbrzuszu a misiu uszu, zaszył się w buszu. Jak bajka. A w niej matka,dziwka i malarka.

Dziwne, nie kminisz tej pisowni ludzik? Zjarany tekst bardziej dusi niż nudzi? Poprawna reakcja na tego typu środek wyrazu, środek środka psychotropowego, piks-szarlotka.

Taką piks-szarlotkę czyli znaczek z kwachem zapodał Kacper na plecy by zapomnieć. Może chciał wyskoczyć? Może miał już naprawdę dosyć? Nikt nie wie, co czuł ten młody człowiek, nie wiemy, co miał w głowie, a nawet w półkuli - półgłowie. Tylko jak się w jego oczy zajrzało, to się widziało, czego się nie chciało. A ty, czego nie chcesz zobaczyć w witrynie ludzkiego odbicia? Siebie?





Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,4089350,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

Otwarte oczy. Dzień pierwszy w umieralni

środa, 01 października 2008 20:53
Gierek przebudził się ze snu głębokiego, łolelo. Pierwsze co do oka wpadło mu to aparatura cyfrowa, nie analogowa, czas cyfry i plus nastał w kraju, techniki i media marketu. Jakieś kabelki, wkręty i bierki, pigułki w zapisie HaDe, jak full bayer apriryna. Potworny ból czuł w podbrzuszu, jakby dziure miał wielką, miś bez pluszu, flaki wyrwane a potem zaszycie nieudane. Jakiś ból w mostku i twarz jakby nie swoja, niepogoda nastała.


- E, ty, małolat, co ci sta o? Gierek usłyszał głos męski, który nie brzmiał jak wykałd akademicki. Pijacki. Odwrócił się delikatnie, bo wciąż panele drewniane z żył i mięśni bale. Jakiś zarzygany pacjent, klient kliniki bez pardonowe starcie.


- Upadłem - Bo co miał powiedzieć Gieru staremu chujowi, że co, dostał z laczka, tulpana po twarzy? Przyznać się, że gruba locha do załatwiła, wsza kurwa pospolita?


He, he, każdy tak mówi, z żylety wróciłeś, powiedz, matce nie powiem, dasz na jabola albo łzy chrystusa i będzie ugoda, nie powiem, a już powiedzieć chciałbym, bo wiem, żeś wpierdol dostał solidny.


Kacer nie wierzył w to co usłyszał, poczuł od starca i króla łabędzi. Nawet w szpitalu cie dopadnie gnida, człek, co będzie jak choroba cię męczyć, nawet jak żeś umierający.


- Panie, weź się pan odjeb totalnie, było sie zachlać na śmierć penetralnie, zdęchnąć i dać zyć innym, nie męcz i nie truj tlenu, bo powiem pigule, że marszczysz się pod prześcieradłem i będziesz miał lipe.


Szacuneczek, ty małolat, świrki tramwaj. Właścielu drogi, zamykam swe progi, przekraczam bramy, coś mi się zeznania poje i bały.


Co tu się dzieje, Panie Stachu? - Piguła zrobiłą najazd na sale. Stachu, ty mi nie zaczepiaj pacjenta młodego, swoją drogą niezłe mięsko, zaraz coś zaradzimy księciu przepiękny, królu złoty, żabciu. Jakąś kroplówkę, kropelkę superglue zapodać mam wreszcie?


- Ile tu będe jeszcze leżeć, niech mi pani powie, bo ja wiedzieć muszę, katusze przechodzić chcę w domu, nie tu, ze Stachem i jego zapachem.


No jeszcze dziś cię wypiszą, bo pocharatany jesteś ale nie do przesady, spokojnie polulesz jeszcze kilka latek. Zrobimy badnia, czopki, lewatywy, hehe, żart taki, policyjno-pielegniarski. Matka przyjśc musi chłopcze kochany i możesz zabierać się stąd na forever.


Chyba Europejka.

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3748385,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

Tuli'pany grubej lodzi

czwartek, 25 września 2008 13:33

Po tej całej zabawie, Gierek wrócił do domu. Droga wydawała się cieżka i długa, oj długa, jakieś 23 kilometry długiej drogi. Gdzies po  drodze głowę zostawił, mięśnie się skurczyły, jak kurczakburger w magdonaldzie op 30 minut niejedzenia.

 

Dotarł do blogu, gdzie mieszkał. Taki mało-wysoki, 10 piętrowy, z niebieskim balkonem i balkonami. Blok z lat 90'tych, nie mrówkowiec, może esbecki wychodek. Taki niby slams dla bogatych w czasach gdy odradzał się kraj nad Wisłą. Jedni w bloku, gdzie 130 mieszkań, kuchnia bez oka, łazienka bez westchnień, a Gierka blok nowokatolicki, 40 mieszkań i dużo przestrzeni. Łazienka oddzielona od kibla, murowaną tekturką, i trzy wentylacje, w których zostały roboli fajki, trzy mocne.

 

Wszedł do swej rezydencji, gdzie podjazd i parking dla upośledzonych pociech, wpisał kod w kodowany domofon i wszedł na półpiętro. Na schodach siedziała gruba raszpla, paszteciara, co od razu ogarnęła potężnymi gałami jego postać, bo przeciez gruba locha ma też oczy wielkie jak odbytnica, jakaś naćpana, zresztą nie można jej wypominać, bo gieru tez nie był rzeczywisty.

 

   Ty cioto! Rzekła dama wielka, co na Gierka podziałało jak płachta na byka

 

  Ty Kurwo! Odrzekł Kacper, bo co miał powiedzieć grubej szlałfiarze. I tak zaczęła się ostra dyskusja, co się na łóżku skończyła chirurga

 

 Jebany cwelu, daj fajka, pedale, bo cię zajebie - mówi ona

 

   A żeby ci chuj w krzyż, bo w dupę to przyjemność.

 

 

Wtedy panna wyciągnęła  tulipana i rzuciła się na człowieka, niewinnego, dodać trzeba. Po twarzy mu dała kilka razy, w nery i penisa, na szczęście nie groźnie, widocznie ją sentyment trzymał.

 

Jeszcze splunęła na Gierka i uciekła.

 

Leżał tak jeszcze kilka godzin, zanim ktoś zauważył, przyszedł, zadzwonił po jakieś służby, no ludzie, ratujecie tego dzieciaka, on krwawi, ludzie! Ratunku! Dalej nikt nie pamięta jak było, film się urywa, a kończy się w szpitalu, a może zaczyna? Wszak wiadomo, że skończyła się na Wolskiej, na Woli Warszawskiej. Krwi stracił więcej niż bracia Polacy przy ustawach. Jeszcze ten melanż i jakaś chemia we krwi, przykro i żal dla matki, że teraz wina będzie jego, bo ćpunem go nazwali na korytarzach szpitali. Że ćpał i się naćpał, ćpun, ćpa i zaćpał. Narkoman jak Batman, superman. Matki łzy powinny za to wszystko zapłacić, nie ma odwrotu, farsa się kończy, w szpitalnym holu.   

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3731647,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Znaczki, qrwy i Boża potrzeba

niedziela, 31 sierpnia 2008 23:20
Cała Warszafa odczuła rok nowy, wrześniowy początek wyścigu o lepsze jutro. W powietrzu smak czuć było metolowy, metalopodobny posmak.

Znów te spojrzenia na szkolnym korytarzu, dzikie, zawistne wbijanie powiek w twą twarz, wymęczoną trzymaniem fasonu. Gierek tak pragnął zanać spokoju, uciec w nieznane przestrzenie, tak mocne w swej wierze, jak boskie przestrzenie palców jedynego.

Wiedział,że takie odlot to tylko buch mocny i chemiczne sploty, takie może znaczki, co sobie przyklei na plecy, kark czy powieki, te straszne.

Miał w zapasie takie kubusie puchatki, majki i pszczółki. Miał jeden znaczek zapasowy, w portfelu między legitką a dziesięcio złotówką. Pierdolnął plecakiem starą penerę w przejściu, to znaczy belferkę biologiczkę i szybkim i wściekłym krokiem uderzył w bramę Hożej.

Wskoczył do bana "501"  i oddalił się na bemowskie wzgórza, by się zatopić w bełcie fikcji, poczuć stan metafizyczny. Gibona spaił na góreckich "górkach", takie wysiedlone miejsce za Gierka osiedlem i odpłynął, i uśpił swą czujność. Zobaczył Boga. Zobaczył twarz ludzką, lecz boską. Pochylił się na Gierkiem anioł jakiś, o rysach delikatnych, jak by go Misiek Anioł rzeźbił i powiedział:

Stracony człowieku, co przynosisz zgubę narodowi orła białego, ty zły i młody człwieczku, co ukradł częśc życia dobrym ludzią, ojcu i matcę, przeklęty jesteś. Masz naznaczone życie potępieniem i bólem. Misję wznaczoną masz od dziecka, by ująć bliskim cierpienie a samemu masz spłonąc w ogniu wiecznym. Jutro wstań i zacznij działać a żal zakop w tym miejscu.


Kacper nie spodziewał się takic jazd. Owszem, chciał mieć odloty z usterkami, jak tanie wycieczki na zachód europy, ale żeby od razu takie słowa usłyszeć? I tak czuł się jak zmientolony papierek od ulubionych fajek.

To już nie pierwszy raz, kiedy miał zobaczyć boga. Gdy niebo się zagoiło a w miejscu, gdzie anioł mu się objawił, nie było śladu. Kacper został sam, ze wszystkim i leżał tak na piasku, czuł, że jest nad morzem, ściskał w dłoniach piach wbrzeża, a słońce świeciło mu w oczy, dając wrażenie, że już zaraz umrzę od męki haju.

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3677096,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Natasza klasa

czwartek, 03 lipca 2008 22:53

Są takie typiary co do makdonalda chodzą na randki, są kozaki co laski wyrywają na grubośc sałaty, i są takie złote tarasy gdzie wszystkie malf-loje i paszteciary,chodzą i szukają taty.

 

Są panie co na stadionie kupują majtki, panowie co w Lakoście zapierdalają po mieście i nosza soxy-rajtopiaki. Są i te wietnamskie made in china, co dolcze i gabana kupią za krocie, wystawią swój tyłek na szerszą obcinkę i publiczne wytarcie.

 

A są i tacy ludzie, co głęboko w dupie, gdzieś w miejscu zapomnianym, układają życie, szarym kolorem zabarwione bycie, gdzie dziwka szatana dobranoc sołtysowi mówi, ale żyją jak najbardziej w spokoju, niczym stefan z m jak miłość czy inne publiczne wymiocini, wycinanki nadawane co wieczór. Klasyka dla mas jak jakiś rubik, w kloezcie ręce umyj i nie klaszcz. Proszę.

 

Po co zapodaje ten temat, co ciągnie się jak guma w ruskich kalesonach? A po to by zacząć nową historyjkę z życia Gierka. Zaczynamy. Za górami, za lasami...

 

Poznał Kacper pewnego razu koleżankę w szkole średniej Hożej Oxfordzie, imię miała Natasza, jak w z piosenki Beata, tylko inaczej się nazywałą, piękna i powabna, taka lala.doszła do jego klasy w III zesonie tej komedii polskiej o małolatach.

 

Natasza była brunetką, o oczach niebieskich jak niebo, cerze latynoskiej, jak rodowita El Rosalinda, jak palma na jerozolima. Figla i rna taka a w sam ra a z, piękna dziewczyna. Od razu Gierkowi w tęczówkach oczu zabełałą błekitem, jako pierwszego obdarowała uśmiechem.

 

Wystraszona co prawda, drżała, jak w kiepskim melodramacie, zakazana. Usiadłą w ławce numer jeden, na wylocie, przy samej kobiecie od angielskiego języka, jak pilna uczennica, czekała aż ktoś ją przywita, powie, cześć tu Hoża klika. Nikt nic nie mówił.

Dziewczęta klasowe łanie, już się ostrzyły jak ikejowskie noże, panowie brudne myśli mieli w głowie, że chętnie zdejmą tej laske sim-locka, wianki i cnota tej damy była na wagę złota.

 

Kacper nie chciał jej tak traktować, wiedział, że to ta, to ona, ta jedyna.

 

Dzwonek na przerwę, integracyjny punkt przed szkoła, palarnia, wszyscy poszli obgadać towara. Na szczęście Gierka zeszła Natasza, paliła, cienkie Blue Ele MA.

Cześć, Natasza, cześć tak to ja, Natasza, fajnie, miło mi, znamy się, a nie to inna bajak, cześc Natasza - przywitała się jak ze wszystkimi na winklu.

 

Sie ma, Kacper jestem, ale mów mi Gierek, tak na mnie tu mówią - Z jakimś burakiem na twarzy powiedział Gieru, zawstydził się chłopaczek, po lelum.

 

Widać było, że wszyscy się jakby przekonali, otworzyli co do nowej łani, tej pani, ona też symatycznie i miło, lecz do Gierka szczególnie biła, dusiła, waliła, jak feromonami go zachęcała do wsolnego przeżycia.

 

Gieru jeszcze sobie nie zdawał sprawy, że to jest miłośc tega, potężna jak matka fizyka, chemia kochanka i lipa.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3506918,trackback

komentarze (2) | dodaj komentarz

Czas zabić jakoś czeba, nie?

środa, 25 czerwca 2008 12:46
Gierkowi się wracać do domu nie chciało, w domu była lipa, jak u wielu na hawirach. I zawsze starał się czas zaplanować, upolować, miejsca, gdzie będzie mógł przesiedzieć godzin kilka.

 

I tak jego domem drugim był Klub Ognisko, jak już wcześniej pisałem, towarzystwo, przyjaciele i zrozumienie. Spokój i cisza, czuł się tam bezpiecznie.

 

Czuł się przede wszystkim potrzebny, że może coś dać od siebie, łolele. A wybór miał marny, jak marne było życie po kilka brudnych bucha'ch, bo mógł wybrać miejsce, zaklepać na klatce schodowej, ławeczkę wykupić na osiedlu swoim, i przesiedzieć tam całe małoletnie życie, w zachwycie i skrycie czekać na jutro. Mógł też, zdobyć się na Monte Everesty, takie serki, dobroci i zrozumienia, i nie zaprzepaścić życia dla zgubnej ideologii osiedla, ławeczka i penera los'a sa osa zła, czarnożółta.

 

Wybrał alternatywę numer bramki 2, 126 pe Fiata i poddał się nurtowi czegoś poważnego, czemuś, co dawało mu chęć życia... Ognisko.

 

Zawsze około godziny 20:00 zamykali dom na przedmieściach Warszafy i wracali do domów, lecz spełnieni, potrzebni, opowiadali, jak wracali do domów prawdziwych, co dziś dobrego zrobili, komu pomóc pomogli, kogo poznali i czego się nauczyli.

 

A każdy rodzic, co nad szklanką wódki zawieszał działalność kochania, był dumny, że ich dziecko to potęga mądrości, bo zrobił coś więcej niż tylko się przejechał.

 

I byli rodzice, co topić swego sumienia nie musieli, bo mieli pracę, kochali jak ci, co kochać nie umieli, stwarzali domową ciepłolubność dla swych pociech, tez dumni byli, że udało się wychować tak porządne potomstwo.

 

Gierek zawsze uważał, że nie ma dwóch grup społecznych, nie ma dwóch sobie równych i podobnych od razu kast. Nie ważne, z jakiego się domu wychodzi i wraca, czy dom to szmata, czy glazura z Opoczna, nie ważne czy jesz okruchy życia, czy ciepły chlebek pod nosem ci dynda, nie ważne.

 

Ważne, jakim jesteś człowiekiem, nie ważne natomiast jest pochodzenie. Nie ważny jest również twój zjebany charakter, kolor oczu czy liczba zepsutych zębów, ważne czy jesteś dobrym człowiekiem, to jest ho ho ho ważne.

 

Dlatego swój drugi dom, kochał ponad wszystko, bo pod dachem, który dały same anioły, zderzali się biedni, bogaci i zdolni. To miejsce było jak przepiękny ogród, w którym grała muzyka, a kwiaty w rytm taktu, rozkwitały, ciesząc ogrodników oko...

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3478197,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

Saski, Kebab i Bamibino

wtorek, 10 czerwca 2008 12:51
Każda pielgrzymka marszałkowska kończyła się w saskim parku nie praskim, przy fontannie lejącej się wodą z warszawskich kanałów.

 

Stał tam taki jeden pan z lodami, zieloną na kółkach, i wabił dzieci stolicy na poczucie magii. Gieru zapragnął loda z zielonej na kółkach:

 

Psze jeden taki biały, z truskawkami, o ten, tu - odparł, przełykając ślinę.

 

Kupił jeszcze kilka dla ekipy świrka, Peli i Ptaka, Piłsudskiego draka, też by chciał Józek, co mu nocy nie daruje, a to nie ten koleś, to Jaruzo Jaruzelski, skrył marzenia dawnej Polski.

 

I tak we trójkę usiedli na ławce, szamiąc lody bambino, co wyglądały jak ojcowskie kapcie, jak podpaski w kształt udane, takie coś.

 

Gierkowi do lada przykleiła się pani mucha, taka mała i czarna, w kolorze niezdrowia. Muszka wbiła się w białą masę, patrząc na Kacpra oczami dziecka, biedna biedronka. Prosząca o pomoc, choć nic nie mówiła, Gieru widział, jak się męczyła.

 

Męczyła się muszka, co urwała skrzydła, w lodowcach bambino, biedna muszka. Gieru nabrał obrzydzenia do tej pani, nie proszonej, wyjebał loda w krzaki za ławkę, by potem wyciągnąć rakę fajek Blue L i M.

 

Podpalił fajka, i chuj że nie lody, to nie jest odpust, tylko park saski, gabinet odnowy.

 

Ty Gieru, daj fajka, tez zapale, bo tylko tym lodem się ujebałem, jebanym.


Masz zapal, bo jakoś tak ciężko na duszy od tych niby smakołyków cioci.

 

Ja to bym coś zjadł, jakiegoś maka czy kebaba z pod bajki, ale jazda - odparła Pela na pierdolenie tych dwóch co księżyc ukradli.

 

I poszli znów marszałkowską w kierunku rotundy, by zatrzymać się na kebab najlepszy w stolicy, gdzie upadły mury. To drugie miejsce po stadionie takim jednym, gdzie można spotkać araba i trzy Chinki, Chinola, Polaka złodzieja, Ruska ruchacza czy mołdawskie wina i inne. Rumuna.

 

Na kilka sposobów ludzie tu kupują, na ostro jak ktoś w życiu lekko ma i po maśle, wazeline od losu dostał, by móc smarować dupsko na pokaz. A inni łagodnie, ukojenie chwili, w której jeśC będą, chociaż 10 minut w ciągu dnia na odpoczynek, łagodniej.

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3428454,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Na bro...

czwartek, 05 czerwca 2008 14:03
Przerwa, dzwonek, elita z Hożej Oxford wybiegła ze szkoły, zapaliła papierosy, bez przesady, kraść wersów nie będziemy, nie damy rady.

 

Ptaku i Gierek wyszli zapalić, z nimi ktoś jeszcze z bandyckiej klasy. Ledwo rok się zaczął, suki przyjechały, zgarnąć kilku typków na dołek zabawny.

 

Patrz kurwa, zabierają ich, ich biorą, ooo ja - powiedział koleżka co obok wyglądał, co się dzieje, zawrotna pompa.

 

Patrz człowieku co za kraj, a ja jaj, ludzi zamykają, HaWuDePe! - krzyczy drech, co metali nie kocha, a przecież metala zgarneli, nie ważne kim był ten Kowalski, czy jak mu tam chuj, ważne, że zabrały psy go a to już jest powód by bratać się, patriotyczne głosić hasła, wymyślne słowa.

 

Reszta jakby wcale się nie przejęła sytuacja, policyjną akcją, stała dalej fajcząc trud dnia szkolnego.

 

Ja to proponuje skoczyć na piwo, gdzieś na plac prostytucji a może gdzieś bliżej niż dalej, co na to panowie, respektujecie moją wolę? Powiedział Romano.

 

Pomysł załapała wiara, Pela, Paweł i nawet Skoko. Ale niech was miejsce docelowe nie zwiedzie,  wypiją ten trunek w bramie, przy szwejdzie.

 

No to chopaki idziemy na bro - żwawo do warszawskiego tanga zachęciła Pela. I kiedy reszta krede z tablicy zlizywała, by dobrze wypaść przed kimś tam w szkole, że dobry z niego lizuz i uczeń, ekipa Peli, Gierka i Ptaka poszła się napić, utopić żal i przejść warszawskie ulicę pod dyktando nut stołecznych.

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3412705,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

Kim być?...

środa, 04 czerwca 2008 15:05
Gdzie byłeś?


Aa w wuce - odparł Gierek, ukrywając wcześniejsza rozmowę z Wiąckiem.

 

Rozmowa była tajne przez poufną nadaną dyskusją, i lepiej jak nikt się nie dowie, bo gdy porażka wyjdzie na jaw, a gniew Gierka ujrzy światło dzienne, nie będzie żadnego kibica.

 

Choć ciągle, po głowie, po karku jak pot zimny znak dawało, myśl o horyzontach dnia dzisiejszego, że Kacper walkę przegrać może i ma na to procentowe dowody.

 

Witam wszystkich moich podopiecznych 1 września, ale heca, skrzaty moje kochane, utłuc was na kiełbę, tak mam w planie - powiedziała pani Anja z iskra bożą w oku. Ostatni rok tego festynu szkolnego, mury Hożej Oxford już zimne czekają, by wasze ciepłe serduszka mogły rozgrzać je do ust czerwieni, no popatrz. Matury, a potem nosić w kanałach rury, będziecie, taki żart na dzień dobry tvn, rowy was czekają co ważne i skalpel, wyrośniecie na ludzi, partacze.

 

Tą przedmową pani Anja obudziła w nich skrywanego diabła, że jak to, my w kanały i kamasze nie racze, dziękuje. Staniemy się ostoją polski.

 

Ciche głosy w nich samych się odezwały: będzie prezydentami, ministrami i posłami, dziwkami medialnymi i ważnymi osobowościami, co zgarniać będą środkowym placem śmietankę. Nagrody tutti-frutti medale, fryderyki, wiktory, oskary, tylko bez cebuli i z pomidorem, proszę, podaję.

 

A ty kim zostaniesz Skoko? Spytała się pany Anja


Ja zostanę programista ludzkich dłoni, co będą klikać w moje strony, informatykiem inżynierem chcę zostać proszę pani.

 

Odpowiedź prawidłowa, mądrze, a ty Pela?

 

Ja to nie wiem, kim zostanę, pomyślę jeszcze, zabłysnę, po co to komu wiedzieć, kim będę? Łojezu.

 

I tu brak punkcika, dziewczynko, może zatem twój kolega Salomon (Ptaku) powie kim zostać gdy zostanie chce?

 

Ja to elektrykiem wysokich napięć... oczywiście żartuje, proszę pani, to śmieszne, ja to coś z autami, może fotografem też zostanę, szeroko myślę.

 

No proszę, proszę wysokich lotów karierę sobie szykujesz. A może Kacper wypowie się, co robić chcę?

 

Psze pani, ja to... hmm nie wiem kim zostać chcę, dziś chce zostać prezesem a jutro nauczycielem, za 2 minuty powiem, że prostować chce druty, znaczy się PKP mym marzeniem, ale w głębi serca bulterierem rzeczywistości.

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3409922,trackback

komentarze (9) | dodaj komentarz

Wiącek Pan...

wtorek, 03 czerwca 2008 17:38


Wchodząc do szkoły, poczuli smród straszny, jak zdechłe myszy, psie kupy i inne kleiki. A to nic innego jak zapach szkoły powakacyjnej przerwie, to zapach wspomnień, że zaraz na rogu, między dwoma piętrami, dorwie cię Wiącek i się spali. Wiącek to jeden z głównych, co zarządzają owymi murami, dziwny pan od matematyki, co dorobił się stołka obszytym azbestem i skają nienaturalną.


Wzrok jego obłędny, jak kibol przeterminowany, jak cieć po terminie, co ludzi nielubi, bo dziecię pe er elowskich czasów skarcone przez tamtą rzeczywistość, szukał winnych wśród młodych ludzi. A już na pewno nie dzierżył Gierka, bo to jak nie człowiek, nie chłopak udręka.


Ptaka tez nie znosił, miał chyba przykre doświadczenia z przeszłości, Pela to innego, co, bo to piękna dziołcha dla starego pierdla, co na bank pod skóra garniaka nosi, trzy tatuaże więzienne, a nóż i pigalak.


Panie Gierkowski... Chwileczkę zaczekać proszę,


Tak słucham panie dyrektorze.


Gierkowski ja cię nie lubię i musisz to wiedzieć, bo zrobię wszystko i życie zmelanżuje tobie dziecko.


Tak panie dyrektorze - gieru starał się nie pochłaniać jałowa rozmową, wszak to ostatni rok, by móc zapomnieć o wszystkim, co najgorsze.


Ty mi nie pyskuj, i język przytęperuj, najlepiej tępą żyletką, niedoczekanie twoje matura studniówki kreacje, to mama ci może uszyć na sylwestra kreację.


Tak proszę pana i dowidzenia.

 

To była szczera rozmowa między kimś a uczniem, gdy ściany uszu nie mają, bo chcieć nie chcą i słyszeć jak żal płynie z ust marnego człowieczka, który psy wiesza, na zwykłym chłopaczku.

Kacper wiedział, że nie będzie lekko, czuł, że wyścig się zaczął, że zrobić coś będą chceli, by nie ukończył tej szkoły, by nie maił wolnych sobót i niedzieli.

Każdy rok, który Kacper przeszedł, był porażką Wiącka straszną. Za co go nie lubił spieprzaj dziadu? Wszystko się okaże, czas przyniesie prawdę, przytarga za sobą.

To była słodka tajemnica obu panów, cichutka wojna, o której nikt nie słyszał, walka na noże do krwi przed ostatniej, ostatnia zostaje, by pokonany mógł zdychać w mękach, czuć ból, co rozpiera klatkę piersiową, otwiera się jak kwiat lotosu. Ból przez słone łzy zalany. Walka rozpoczęła się na dobre. Ciszaaa, nikt się nie dowie.


Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3407582,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Ostatni pierwszy września

piątek, 30 maja 2008 16:16


Znacie taki autobus, E-2 co kręci się po mieście? Jak taksówka i własna lima podwiezie, gdzie zechcesz.

 

Edwardem Gierek lubił śmigać po Wawce, z pod ratusza Bemowo aż na Nowy Świat właśnie, gdzie kupował kawę jeszcze w Nescafe wariacje, by do szkoły skoczyć na piechotę, z buta.

 

Zaczyna się rok ostatni i szkolny, czas włożyć pepegi, jak z Fabryki Koneser, worek a w nim fajki, na deser.

 

Legitkę podbić, smutki utopić, frytkę gdzieś wszamać po drodze do budy. Kebab wietnamski, turecki sajgon, w podziemiach warszawskich, a nad tym Mariot. Ulica Hoża, bo tam była szkoła, o jak to brzmi ładnie, laurka wrześniowa.

 

Gdzieś w tle złote balkony, dworzec centralny i ruchome schody. Ustawił się Gierek przy Mc Premierze z Pelą i Ptakiem na późne śniadanie, kawę papierówkę i kotlety z ołowiem.

 

Cała trójka po dwóch miesiącach i myślą jutra spotkała się nie przypadkiem, z radością patrząc na siebie, gestem serdecznym, wiedzą znikomą o Polsce i chemii.

 

Jak wyrosłeś Gierku, opalony jak ładnie, i ty Ptaku wyglądasz dosyć dobrze - wzruszająco wymlaskała Pela.

 

A ty, jaka coś tam, piękna i takie inne, wyszeptał Ptaku, wciąż w niej zakochany.

 

Idziemy, nie pierdolić, romanse na potem zostawcie sobie, szalone wariaty, zjedzmy a potem przywitajmy dziwnych z naszej klasy, kolegów.

 

Usiedli w przedziałach restauracji tak zwanej, ledwo, co łyk kawy przyswoili a tu wchodzi Skoko i wita się jakby z weselnymi gośćmi:

 

Witajcie kochani, Się ma hehe, jak dobrze was widzieć przyjaciele moi

 

Ty, lecz się człowieku, co ty kumpli szukasz? Skocz w dres i po frytki, bo braknie - powiedziała Pela.

 

Poszedł i przyniósł zabójczą dawkę tłustych ziemniaków, skrobi raczej, makdonaldsów.

 

Śmiali się udając, że to takie piękne, znów razem w jednej ławce-sklejce. Lecz każdy wiedział, że przygoda się kończy, ostatni rok los dał im, żeby razem pobyć.

 

I tu się zaczyna smutna historia, wielka przyjaźń upadnie, ktoś da ciała i odda, najpiękniejsze chwile, potem nawet więcej, zapomną o sobie, nikt nie będzie wiedzieć, że żyli tacy ludzie w Warszafie, przyjaciele i towarzysze, na dobre i na złe im wyszło, zakończą podróż marzeń....Cześć Teresa.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3395143,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Anioł znak dał...

środa, 28 maja 2008 13:40


Jechał Gierek autobanem do domu któregoś razu. Usiadł w miejscu 4 osobowym, cztero-paku autokarowym. Jechał, zmęczony z miasta warszawa, z małej litery to pisze i nara.

 

Co go zdziwiło? Że usiadł naprzeciw kobiety wschodu bliskiego, starszej kobieciny, z zębem złotym od przodu. Złote żeby jak każda ruska miała, telefon komórkowy i torebka stara.

 

Zmęczoną życiem, może nawet smutną, lecz w oczach jej bił prawdziwy błękit w ogniu. Tak szczere spojrzenie, przewiewne i proste, że każdy mógłby zajrzeć i wyjść potem. Piękno w jej oczach szczerości zaklęcie widział, poezje.

 

Zmarszczki dodawały znak, że to dojrzała kobieta, rosyjska ruletka, lecz oczy najprawdziwsze, skromne, pełne życia, swobodne. Jak lustra z odbiciem prawdziwego ducha, niezniszczone cywilizacją, ochłapem lansu i bogactwa smaku.

 

Gierek wpatrzony w jej oczy dosłownie, czuł jakby stanął przed samym bogiem, czuł zakłopotanie, przed prawdą w oczach kobiety, bo sam na sumieniu miał skandaliczne piruety, kręcioł i wkręty.

 

Zaklinał wszystkich dwudziestu czterech apostołów, podwładnych każdemu błogosławionemu dniu robót, przed obliczem aniołów stanął czuł, że to nie przypadek, że to nie wcale tak a nie e, że ta kobieta to przypadkowo tu siedzi, to znak, poczuł, że jakby anioł mu znak dać dawał, że ulga przyjdzie w skromnym odzieniu okryta chwałą szczerości i złotego pyłu.

 

Kacper zrozumiał, że coś jest nie tak, bo poczuł, że przed chwilą stanął w obliczu czegoś silniejszego niż gniew ludzki i nienawiść wszystkich możnych tego świata. Wiedział, że to, co przeżył nakazywało mu zmienić życie na zawsze...


Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3388564,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

Dz!eń $wira

wtorek, 27 maja 2008 17:30



Każdy dzień jak doba świra, ktoś zapyta, ktoś zapoda. W sklepie bułek nie ma, poczta zgroza dnia codziennego. Kolego. Sąsiadka zaczepi i opluje za bycie, co za życie.

 

Matka obrazi,ojciec zakazi, politycznym manewrem. Każdy dzień przynosi świra pierwiastek, kilkuprocentowy podatek.

 

Szkoła, praca czy nasz-klasa, nasza-szkapa padaka.

 

Dobra, to jakoś inaczej dzień swój chcesz zacząć, to dzoging jakiś czy coś komuś, krok stawiasz...kupa, śmierdząca i psia w dodatku. Chodnik opluty, ludzie wypędzeni, obozy pracy, warzywniak i mleko od starej penery.

 

Ktoś mu powiedział, że już jest zupełnie inaczej, że inny i takie tam bzdety. Jak co i kto inny, Gieru? Pomyłka chyba, wyłącz się panno lodziaro.

 

Kacper Gierek jest i był, bądź będzie, zawsze taki sam. Sam jak super, i super sam taki jest chłopaczek.

 

Bo niby ambiwalentny, zmienny i zły z niego człowiek. Więc ja osobiście się pytam, gdzie zło, w jakie i kolwiek? Bo charakterkiem nie pasuje każdemu, bo zdanie ma swoje nawet czasem innych? A może potrafi powiedzieć to, czego inny się boi, przestrasza? Co za msza, jaka?

 

Każdy gdzieś, w Gieru się doszukiwał krętactwa, żalu i podstępu w byciu sobą. A Gieru był po prostu dobry. Skrzywiony życiem i moralnością niektórych ludzi.

 

A może niech każdy sobie przypomni, ile sam mu złych chwil przysporzył? Wygonił, wyśmiał, obśmiał i wysrał?

 

Ile razy ktoś mu zarzucił, że to on obraził i zawiódł swym słowem i gestem. Że coś źle powiedział czy napisał? A nawet jak źle postąpił to czy ma powód do uszkodzenia jego neuronów?

 

Gierek zdawał sobie sprawę, że każdy, kto go w życiu skrzywdził i krzywdzić chce dalej, to przez nieradzenie sobie z sobą samym. Żal to leje się na tych, co doszukiwać się w nim chcieli afer.


Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3386175,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Warszawki Poniedziałek

wtorek, 20 maja 2008 16:51



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3358860,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

Sąd'siadki

wtorek, 20 maja 2008 14:38


Dzień nastał nowy, za oknem słońce, kosiarkę słychać, dziecięca pociecha. Promienia słońca, co Pan Bóg zapalił, by ogrzać serca schłodzone żywotem.

 

Ktoś radio włączył, muzykę włączył, na ful opcja, w głośnikach zaskoczy. A co to tak stuka, i wali, i huczy, a jak to, a jak to? No tak to, to tak to, to domofon tak brzęczy i wierci i nęci.

 

Halo?! - wykrzyczał Kacper w splot kabli.



Pety pozbierać i trzy butelki - oznajmił głos jakiś


Kto kurwa mówi, bo nie wiem kto pluje mi w domofonową dziurkę,


Gnoju ty, zły ty, dozorca mówi, nie udawaj, wiesz o co chodzi - odparł pan jakiś

 

Gierek się wyłączył, przyśpieszył krok pokojowy, wychylił główkę za okno z pierwszego i ujrzał śmieci ładnie ujmując.

 

To nie były Gierka śmieci, butelki i pety. To nie on tak nabrudził, a jeszcze pamiętał co robił wstecz godzin kilka. To ktoś z góry, znaczy się pietra, może czwartego, piątego, szóstego.

 

I wszak wiadomo, że to nie on zrobił, ale co z tego, jak już go skazali. Mieszkańcy. I z dołu, i z góry wzrok czuł na sobie, dozorca się patrzy, baba się patrzy, sąsiadka jakaś co nie zna jej dobrze...też się patrzy.

 

A potem przy windzie, dźwigu społecznym stoją pyzialce, bez twarzy, szacunku, kochani sąsiedzi  i mówią o tym, że o to ten co nam śmieci trawnik zadbany, to ten jak mu tam, nie ważne, wandal, a matka ćpa chyba, wie pan, a ojca nie ma, w bracia złodzieje, wiesz pan, to wiedz pan.

 

A ten trawnik ładny taki, to wziął i zabrudził, no pani patrzy. Gdzieś ta młodzież nie myśli, patrz pani.

 

Pani zadzwoni na policję - jedna mówi do drugiej.


A czemu ja, na milicję mam dzwonić?, pani weźmie i pani zadzwoni.


Ja TePe nie mam, bo po co mi telefan.


No jak po co? A na policję to kto zadzwoni? Ja?


To ja nie zadzwonię, a pani była na bazarku, kwiaty cięte za pół darmo.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3358235,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Jaja'je'koko'dżambo

wtorek, 20 maja 2008 11:18


Kosiarkę pan Zdzisiek włączył, Pan Bóg słońce zapalił, a dzieci radością budziły ludzi. Blok co nagrzany stał tak jak go postawili, do życia się budził, ludzka matryca. Jakże mądrze ktoś poukładał okna w białym kolorze, równa tak je poukładał, a wkażdym z okien rodzinny portret.

Włączył Gierek radyjostację, i usiadł czekając na teleaudycję, stereo-trans-misję by się dowiedzieć co pan w radio powie, zapowie dziś dzień, na dzień i do branoc.

Wten, o boże, zadzwonił domoFon, taki przyziemny telefon niepotrzebny, bo tylko listonosz i policja go włącza, by cię namierzyć, skarbówka i moszna. Ale on nie zadzwonił, tylko zapikał, czyli ktoś kod znać musiał, czyli  ktoś kogo znać trzeba się dowiedział, że jesteś i przyszedł.

Stuk, coś, o jest już ktoś, wystukał legię w drzwi drewniane, jakże przewidywalnie, rozpoznawalnie, dla chyba każdego, zakleszcza w odwet rubika.




Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3357679,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Porno i duszno....

czwartek, 15 maja 2008 16:03
Wrócił do domu, zmoknięty od deszczu, jak przeźroczysta bańka pękał w strachu. Pstryk światło, gorąca woda, para na rzesach, na oczach kropla. Pstryk czajnik elektorniczny, syp 3 łyżeczki, łyżek trzy kawy, mleko i cukier, szejk doskonały.

włącz telewizor, trójka i pozat, coś się zepsuło, znów prąd padł w oknach. dryń dzwoni komórka, dryń, dryń dryń, odbierz o kurwa. Nie chcial wyłączył zapomniał ucha. Sam, bez nikogo, cisza i pustka, dźwięk samotności czekał jutra.

Ogień w kominie, to nie apartament, ogień to najwyżej w kuchence się palił. Świr, dzwoni, znów ta komórka, smycz ludzka.

jeszcze kanapa od wody mokra, od łez mokra, cisza....dźwięk w rurach, ktoś stuka, znów sasiąd bije żone czymś tam, chodakiem chyba, tak tępy dźwięk słyszał Gierek z za łózka. A może to tępym mysleniem ją stukał? krzyczy ta baba, to głupia pizda, on krzyczy, krzyczą...wyczekać jutra.

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3341112,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

Posypało się...

środa, 14 maja 2008 21:20

Deszcz lunął bijąc ziemie nerwowo, mocząc grille i reszte zachodu, a Gierek z ekipą stanął jak koółki czarne bambusy ciesząc się słońcem i chwilą otuchy. Gdzieś błąd popełniłem, fakt, zamilcz i nie wytykaj tego, co sam na co dzień popełniasz w życiu.

 

Uśmiech tych ludzi, jeszcze całkiem młodych, wybaczał losowi ich okrutne bycie. Bo kim jest ludzik, co problemem jest nazywany, kim jest dziewczyna z brzuchem kawartalnym? Problemem dla matki, ojca czy babki. A kim jest chłopaczek, co uczyć się nie chciał, popełnił gwałt na ludzkich umysłach, ćpając nerwowo to co człek wymyślił? Problemem jebanym jak to przyszło wołać.

 

I ta refleksja jak strzał przez głowe Gierka przeszłą, na temat życia. A wszystko przez deszcz co spadł nie zapowiedzianie, zmywając grzechy ust,oczu i twarzy. Ból każdą myślą...



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3339021,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

motyle

poniedziałek, 12 maja 2008 21:56

crazy dźingle zadzwoniły w komórce w samo południe. Gieru się obudził i powitał ranek gestem papieskim. Dziś wielki dzień dla każdego, grill, ławeczka i glinianki. A kto piwa CDN nie pamięta z Biedronki, niech nie czyta tych kolumbijskich wypocin, jak każdy zwykły szarak zapowiesz w swym mózgu, że tego się czytać nie da, łacha człowieku, beret opada.

 

Jak jużo odeszli ci co nie kminią mojego myślenia, wracam do opowiadania.

hmm....tak więc zebrało się towarzystwo z ogniska Bemowo, między tłumem ludu, szukał Gierek Pinola. KAżdy gdzieś machnął ręką jak do słonecznej fundacji dzieciom, na przywitanie wzniósł bro do boga, poeto.

I kiedy nie widział Pauliny,to w mózgu pojawiły się motyle rozdwojenia, takie piękne owady,kolorowe ary, albo aro takie produkty, migały skrzydłami, jak migać światełko w tunelu potrafi, i unosiły się ku czace waląc główkami przypominając, że tej pani dziś nie będzie.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3333053,trackback

komentarze (2) | dodaj komentarz

warszawa-Bemowo akcja letnia

poniedziałek, 08 października 2007 16:29

Warszawa-zachodnia, smrud, spaliny, witam. Przybyli do sotlicy nie całkiem domyci z mazurskich okoliczności. Przyjechał po nich Tata Janki, i zbarał na górce, bemowskie klimaty, dla Giera chyba miejsce eldorado zwane, gdzie w końcu odpocznie, w holidejskim stylu na balkonie usiądzie i poduma, popali. Słońce co wchodziło i po 12:00 paliło za każdym razem, a wiecie że zachody warszawskie nad bemowem zachodzą, zjawiska FENOMEN. jaK BEWERLI HILS WARSZAFSKIE to górce, bemowo, tyle słów warszawa i bemowo użyje , tyle przyjemnych chcwil na godzine, kawe wypije. To Warszafa-Bemowo i tyle. To miejsce kampinos i lotnisko bemowo, chomiczówka, Jelonki, osiedle przyjaźń, czas upływa tu błogo.

Stąd nie trzeba wyjeżdżać na wczasy dla krawatów, Debki, znasz te, tamte klimaty?

Na bemowie w lato imprezy, chwal ich za to. Na lotnisku pokazy i zówki, Pod ratuszem gwiazdy estrady golec i sistars mrówki. Na parkingu oszą, kino letnie-samochodowe, zwalcz to!

To grill na ławeczkach góreckich, to oglądanie meczów tv na boisku be-to-no-wym.

To pan dzielnicowy co rzadko nam przeszkadza i burmistrz PanKracy-internet za darmo.

To Kabarety i filmy w art bemie, maralnego niepokoju i zielona mila na wolnym w przestrzeni powietrzu,

to prawdziwe wakacje, nie jakieś tam sopoty,giżycka stare Jabłonki, to Warszawa-Bemowo i tyle, letnia sukienka, panna, wódka i kielnia....

Tak Gieru kochał swe osiedle i bemo,



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,2489372,trackback

komentarze (2) | dodaj komentarz

misja

piątek, 21 września 2007 14:11

zgubne myslenie, że kasa urtuje świat, że to normalny rozumowania tok, a co! tak nie jest? pytam się? to fałsz?

   Gieru wciąż bił się z myślami na temat zła, biedy i er-pe-a. człowiek był uczulony na kogoś krzywdę, mimo że był twarde bydle, to tylko skorupa, co kryje jego świat. Bo w środku płakał,że człowieka krzywdzi los, że jest tam ktoś, kto biednym się stał, że starość bije uczciwych w twarz. Że tylko dobrych zabiera Bóg, a pijak i kurwa okupują róg. Ale i tych było mu szkoda, no cóż, ona i on to życiowy tchórz.

   Jak był małym gierkiem-cukierkiem, i widział starszą Panią, co ledwo idzie z zakupową torbbbą, że zgarbiona i biedna taka, staruszka. To kacper płakał, płakał jak bóbr. Ten widoczek jak ze zdjęcia wróg, w dziewicze oczka kuło go to! I mówił śmiesznie tak jak dziecię potrafi

: dlaczego mam takie wrażliwe serce? przez nie cierpie, mamo...i płaczę. dlaczego Pan Bóg czy bozia nie dali mi serca jak lód, jak głaz tylko to...

I gierek zrozumiał że nie każdy tak ma, że atutem jest jego szczera łza, zrozumiał że jego życiem kieruje to co wyznaczył sobie sam, to co z gwiazd układać chciał, to była jego i tylko jego...misja



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,2432177,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

|zegar mistrz świata....

środa, 19 września 2007 16:21

Na peronach St.Jabłonek czas się było rozstać każdy w inną stronę. Janka z Gierem do warszawy, ale trochę potem. Teraz na dowidzenia machali Borkowi, który ze swoim klamotem jechał do Hajnówki z przygodnym tabołem. Jeszcze na dowidzenia wręczył gierkowi śpiwór z namiotem, że niby do wawki jest bliżej a on nie chcę się zgubić w tym pkp spocie.

tak więc chyba, tak się nie zaczyna, chyba zdania, Janka i gierek poszli do sklepiku po nesti brzoskwiniowe na podróż na ochłodę. Taka fajna babeczka tam pracowała, rozgadana, figlarna, mała. pozwoliła im zostawić bagaże u niej na zapleczu,  poszli na pomost, wypić kawę i jeść cuksa malagę, cuksy Janki ulubione. Do odjazdu było jeszcze kilka godzin. Wspominali mecze i polskie załogi. sponsorem frajdy była firma od zegarków takich, nie powiem jaka firm, bo trudna nazwa z anglika. To były na tą okazję specjalne zegareczki, takie kolorowe z imprezy tegorocznej. Kosztowały od chuj pieniędzy chyba z 270 złoty. Nie było ich stać na takie komplementy od szanownego życia. za drogie.

- Kiedyś będe miał tyle pieniędzy,że sobie taki kupie bez żadnego ale. Taki zegarek to kupie,żeby dać komuś kto nie ma na to kasy. Jakiemuś biednemu dziecku. Żeby był szczęśliwy, to i ja bym był, Janka wiesz?...

 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,2426072,trackback

komentarze (10) | dodaj komentarz

powrót do wawy, strzelce przy okazji

piątek, 14 września 2007 22:25

konert się zkończył, 3 dni padły jak muchy, bez emocji ten wyjazd, tylko chodziły słuchy, że warszawkie dzieci grilla rozpalały, przy użyciu suszarki i 2 kilo kiełby ludziom rozdawali. Jak pisałem wcześniej Gieru jechał do Jabłonek ze strzelc, mazurskiej chwały, widziały gały co brały. W strzelcach był "koncentrat" młode wilki z pragi, nova ekipa na obozie u Gosi mamy.

Gieru wpadł na obóz na kilka dni jako stary lider, stary wyga i wyjadacz mały. Spotkał się na miejscu z Natą od parady, która na tym sajgonie była pomocy Pani Basi wychowawcy. Lecz to już nie to samo, nie te same dzieci, to szatany i mocher matki-berety. jak pchły skakały do gardła każemu, zero realizacji samej w sobie, beju!

Byli butnownikami z wyboru, ale już z niesmakiem Gieru wskazywał palcem młode Panie, które nadstawiały dupy każdemu rybakowi. Bunt musi być słodki i w ideii swej rozkoszny, sensem posypany jak ziołem. U tych młodych ludzi była głupia radość z nedznego życia, zamiast buntu wrzask, zero inteligenta. Jedna laska się giera spytała co to jest menaszka, ktoś tam się zapytał co to śledź namiotowy? albo po co Pannie dres rózowo-kolorowy. Kurwa dzieci z bulerbyn kochane, to jest obóz przetrwania a nie akcja "rumun-daj mi grosza panie..."

Nata dziwczyna bardziej od giera wrażliwa,chyba nawet bardzo, nie dawała rady tym pojebańcom. Potrafili ją doprowadzić do stanu nie-używalności, aby tylko jechać po niej jak po szmacie w grochy. Jednak że gieru miał ją za przyjacielistkę, dawał jej otuchy i napędzał iskrę.

jakoś wspólnymi siłami okiełznali szatana, diabła w szczegółach też omamili, dzieci pochowali, kadre ułożyli. Kacper misję wykonał i odjechał pociągiem do starych jabłonek na urlop przymusowy...



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,2410296,trackback

komentarze (3) | dodaj komentarz

MŚ| S.J| P.D

wtorek, 11 września 2007 15:36

Janka na tych mistrzostwach upodobała sobie włocha czy kubana, ananana.... nie wiem.

Wogóle niby ciacha jakieś na tych mistrzostwach kuba, Jakuba włoch i mada faka. Gdy tam Gieru jechał ze strzelc to nie myślał że miastrzostwa świata w piłkę plażową, jeszcze raz powtarzam mistrzostwa Świta! to że takie imprezy organizuje się w starych Jabłonkach. co tam Warszawa czy Wrocław, czy inne państwo ustw, gdzie tam mistrzostwa w siate w  niemieckich koloniach, zapraszamy do st.Jabłonek na polską rozpacz. Tu w hotelu Anderson najpiękniejsze plaże, dziwczyny i wiejskie wojaże. Gieru sceptyk sceptycznie podchodził do sprawy organizacji, meczów i zabawy, bo może i była to ważna impreza ale bez pompy czy wdzięku. Wieczór zapadał a jeszcze przed gośćmi koncert jakiejś znanej gwiazdy, może miedzynarodowej? skoro to tak wielka impreza, masowa, meczowo-kulturowa, to może jakiś zespół na skale większą niż narodowa? może brytfana spirs czy ju-tu. Tak i oto proszę państwa oto ona ona ona gwiazda, co wejdzie ci w dupę jak drzazga, oto przed wami PaPa Dens.....normalnie porażka.

 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,2398330,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

pewnego razu King'a poznała WYKI'nga

poniedziałek, 27 sierpnia 2007 13:34

Początek lipca Gieru,Janka i Borek wyjechali pod namiot do Starych Jabłonek,koło Ostróda city bicz cacyki. Borek to kumpel Giera z daleka, z Hajnówki bezpieka. Poznali się na zabawie, sztachet-party, disco składzie, na dyskotece. Borek z metr osiemdziesiąt, jasny szlak brunet, Janka- już znacie, z dziesiątego piętra, nic nie mów tacie ee. Borek zakochał się czy bójnął w Jance, nie wiem dlaczego, co robisz wariacie!- krzyczała na niego. Ona jego kręciła, zbok kompletny chyba, lubił rude koleżanki, wysoki białotwarze i białookie. Przez trzy dni pod namiotem spali, w nocy popijając wodkę,a w dzień śledzili MISTRZOSTWA ŚWIATKA SIATKÓWKA PLAŻOWA STARA JABŁONKA jak stara porzeczka-tak przez nich zwana.

Kiedyś po pijacku Janka do wody skakać chciała, na główkę, pojebana. Gierek wkurwiony namaxa był na nią, czuł się odpowiedzialny, za nas i za nią, mówił że razem się przyjechało i powinno się razem wrócić,w całości, z każdym odnóżem i głową, z uchem. Był zły na takie sytuacje, pomyślcie co by było gdyby, to ona ona na głowę skoczyła i się nie zabiła, tylko skrzywdziła by siebie, wózek, litania, luzeeeerrrr. Weź potem prowadzaj taką na wózku pod blokiem, na osiedlu, krzesło z kapokiem....tragejszon. I jej matka z pretensją do niego:

-co żeź ty jej zrobił ty Kurwo! kolEGO?!

twoja winna Bękarcie! z rodziny szatanów i mafii, wiem co tam chowacie! twoja wina twoja wina twoja pierdolona wina!!!!---takby krzyczała.....

Tylko że ona tego nie kumała....

Borek gdzieś już w krzakach się położył, wtulił w trawę, ostudził.

Hehe najgorsze że przez te wszystkie dni padało, lało i wiało, nasze namioty wypłyneły na świat ociężale, ubranie w błocie, błoto w sandale. Sytuacja była dramatyczna, dla tych młodych ludzi kataklizm życia. Pojechali więc do Ostródy na szamę i kupić ubranie, coś tanie, Panie tanie! kupili dzinsy i bluzy, czyste, świeże,pachnące...ceny były nawet kojące.

Poszeli na ryfę do knajpy-na piwo. 18 lat nie bło,a było widac po każdym z osobna, małolaty ze smarkiem, kicz, bomba.

Poprosimy trzy piwa, proszę Panią kochaną...a jedno z sokiem malinowym bym poprosił dla koleżanki, wie pani...kobiety...ehhh....-to była elokwencja Giera, i chodź mowa była zgrabna i w miarę dorosła, to po jego cienkim jak bolek głosie, brak nawet minimalnego zarostu przy nosie, laska wyczuła podstęp...

Dziecko z choinki się urwałeś?! bąbel jesteś,kłamiesz! Jesteś niedorosły, i niepełnoletni tralalala a ja jestem dorosła i piwa ci nie dam!  powiedziała Kelnerynka.

Jebana suka, chuj waw wszystkim w dupencję lamusy, a żeby wam tak biały szkwał zalał tą knajpe i karaluchy, bo są, jak nie ma tą się znajdą i będą, abra kadabra...tak po głowie giera goniły złe słowa, zaklęcia....

ciąg tej przygody dalszej nastąpi, co się jeszcze wydarzy?



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,2335683,trackback

komentarze (7) | dodaj komentarz

zwolnionu z obowiązku nauki za liczne załugi dla polskiego szkolnictwa

piątek, 24 sierpnia 2007 15:13

świadectwa bez pasków rozkoszy rozdane, każdemu wręczone na spocone ręce. na emili plater wódkę obalić trzeba było, pożegnać szkolne mury i wąsa ryło. Pożegnać się z etatem na dwa miesiące, kupić coś na zagrychę w biedronce. Pela, Gieru i Ptak'u dogadali się co do wieczoru, domówka u Salomona, team draka. wielkie dzięki dla Pana Boga, wakacje przed nami, sex przygoda. Każdy poszedł do domu na przypał by na noc wpaść na modzelewskiego, mokotowską. Zaprosili jeszcze kilka osób, biba, impra sacro w polu, drink, arkadia, kwaler-lokum.

 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,2305226,trackback

komentarze (2) | dodaj komentarz

EgZAMIn Z żyCIa

wtorek, 14 sierpnia 2007 12:17

Dużo śmiechu przy każdej naszej rozmowie, dowcip prowadził do celu dialogu.Jak jest się między przyjaciółmi, zapomina się o wszystim co złe, niedobre. Zapominasz, bo chcesz zapomnieć, chcesz się bawić, śmiać i czuć że twój uśmiech jest komuś potrzebny. Tak jest tylko wtedy gdy otoczony jesteś prawdziwymi przyjaciómi, którzy cię kochają.

Gieru miał ten problem,że żył, przynajmniej starał się żyć dla innych. O sobie myślał zawsze na końcu, życiowym poboczu. Potrafił oddać siebie, każdemu kto był ważny w jedo chujowym byciu człowiekiem. Tylko wiem, że często się zawodził, oddał i nie miał co brać, była jedna osoba, której mógł dać wszystko i dawał, na każdym zakręcie, asekurował, bronił i chował.

Dzięki dobrym kontaktą, sympatyczności wrodzonej,nie raz wybronił Ptak'a z opresji, strachu obsesji, w szkole, na dworze, w knajpie i złe twarze. Jak Ptaku wpierdolił się i netoholizm, alkoholik internetowy, on był, stał się, to Gieru potrafił poruszyć niebo i ziemię, bo kolo zaczął  olewać szkołe, kumpli, swą miłość i wszystko co ważne.Siedział przed pecetem, dwadzieściacztery godziny na dobę, nie jadł i nie srał, bo czym? nie miał! Gieru zrezygnował z dobrych ocen, żeby kumpla ratować,więc chodził po ludzik, belfrach prosił o jeszcze jedną szansę, do matki dzwonił i mówił, co synek robi. Wyjebał go przed matką, jak kabel esbek, ale gdyby nie to, a wiedział, że człowiek by nie zdał, stoczył się na samo dno, a było jak i czym, i blisko do tego dna. Wspólnymi siłami udało się, Ptaku zaczął chodzić do szkoły, jaki dobry. Za to gieru był tak w plecy przez "spalanie się" dla bliskich, że sam ledwo co wyciągnął te jebane dwójki na koniec szkółki, tylko że jak zdwał nikogo przy nim nie było. Musiał radzić sobie sam....

Najgorszy egzamin Gierka był  z matmy, z lagą Wąs, to była bitwa, nie tylko o końcowe dwa, to był wojna, poglądów i charakterków, to była życiowa walka, kto wytrzyma, komu nerwy puszczą, ten wygra. Egzamin z życia.Wąs tak giera nie lubiła, może nawet nie nawidziła, że potrafiła udowodnić mu jakim jest debilem i bezmózgiem klasowym. Że ma chujowe oceny i chody, że dom ma też rozjebany, jak maskę, twarzowy. Dawała mu do zrozumienia, żę jest odpadem ludzkim, wrzodem na dupie całej warszawy, że takich jak Gierek to tylko do komory. Dym i kolory.

Zasiadł biedak za biurkiem belfra z rogami, dostał kartkę-Pisz stary! pokaż co potrafisz,mały!

Ściagi w majtkach pochowane, i ten jebitny wzrok kobiety-szatana. Lecz ktoś wcześniej przyniół grypsa, ze starszych klas dla kacpra, z pytaniami, zadaniami, wszystko jak blacha.

I tak Gieru patrząc się w oczy tej Pani, Wąs profesorki, bez sciągi, zaczął rozwiązywać zadanie,nie patrząc sie w kartkę, bo umiał na blaszkę.

Kobieta myślała że zejdzie, zawał, padaka.Nie dała wiary, że ten idiota rozwiązł chodź jedno zadanie, żyła jej wyszła na czole, banalne. W oczach gniew dziki jak dzida, piana z oka u iuszu i ust, wścieklizna. Powiedziała:

-Dobrze mongole, masz tą dwóje, spierdalaj! Zrobiłeś ze mnie idiotkę na całą szkołe. Straciłam 200 zyli na zakładzie że cię upierdole, nawet w pokoju nauczycielkim, tablice wywiesiłam, buch'mocherskie zakłady.

Gierek uśmiechnął się zwycięsko stał nad tą laga miał tyle do powiedzenia,że słów mu zabrakło, podziękował i odszedł. Od razu za drzwiami podpalił fajka, miał wszystko w dupie, ze szczęścia zapalił i szedł spokojnie korytarzem, puszczając dymek triumfu, zaszedł jeszcze do sprzątaczek, podzielił się noviną i zjadł u nich a'la placek. Nie śpieszył się do domu, chciał nacieszyć się tą chwilą, zaciągnąć się sukcesem i szczęsciem nacieszyć. Podziękował panią sprzątaczką za ciasto i kolę. Wchodząc ze szkoły zobaczył na ławcę swą ekipę, Pele, Ptaka, Romka i Pawła. to było cudowne uczucie, zobaczyć przyjaciół, którzy czekali na niego całe dwie godziny, by być z nim nawet jak mu się nie uda nie zda, przegra walke, niepodoła.

I to jest właśnie przyjaźń....czekanie......



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,2262324,trackback

komentarze (2) | dodaj komentarz

on'i i ten "inny"

poniedziałek, 06 sierpnia 2007 10:25

Kolejna impreza u ptak'a, trzy inne ludzie i Gier'a paka. Tak się  przyjeło że każde spotkanie, nocne granie, odbywało się na mokotowie, u Salomona. Każdu ludź gdzieś się rozchodził po kątach szukał swojego miejsca na bokach. Gieru i ekipa siadali zawsze w kuchni, nic novego, tak robi każdy, kto chce pogadać, w myślach komuś poprzeszkadzać. Kuchnia była mała, co dawło przewagę ekipy Kacpra nad obcymi, każdy alien raczej stronił od wchodzenia w ciasne, obce miejsca. Mogli omówić trudy życia i wyżalić się z problemów, pocieszyć innego, swojego.

Gieru zawsze starał się opowiadać o wszystkim co go boli, oczysczenie duchowe, co jego dusze gnoi. Nie miał problemu z opowiadaniem o swoich przykrościach. Pela, czarna dziewczyna, raczej skupiała się na swym chłopaku i szkole, że jakie oceny i inne babole. Ptaku był raczej sceptykiem opowiadania wszystkim o problemach, wiec tylko ufnie, po cichu, mówił jej i jemu Peli i Gierkowi. Romek to wogóle zawsze był skryty, jego problemy to wielkie gabaryty, ale opowiadać nie chciał, chodź szanse miał, i prawo, by zapowiedzieć wszystkim czego mamy się spodziewać, mógł nas przynajmniej mentalnie przygotować na achtungi i inne fajerwerki i przeboje. Ale co wy, nic z tego, cisza, grób, kaplica.

Siedzieli w kuchni, pijąc alco, nie mało, palac i gadając. Ja zawsze stałem z boku, nigdy nie zabierałem głosu,ale patrząc z tego boku widziałem przyjaciół, prawdziwych i szczerych, więzi między tymi, nicią błękitną splecionych. To było widać nawet z daleka, potrafili ustąpić, na każde słowo tego trzeciego, dłoń wyciągnąć na zawołanie, pomóc , wesprzeć i odpocząć za tego przyjaciela. Między nimi był ten inny, nieprzyjaciel,który w niekrótkim czasie wszystko zniszczy, pogrzebie w popiłach, ogień już zaczął gasić. Nie podam imienia tego skurwysyna, bo wie o kim mowa, poprostu "inny" na niego się woła, woła jak na psa, na sukę, chodź nawet pies wierniejszy niż ten człowiek, żygam na niego, współczuje. Lecz zawsze pocieszam się słowami Giera: Nie życz nikomu złego,nawet wrogowi, do niego i tak wróci zło które wyrządził, z podwójną siła. To kabbalah, nitka czerwona. Nawet dla wroga....



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,2228983,trackback

komentarze (4) | dodaj komentarz

defilada śmierci

sobota, 04 sierpnia 2007 23:53

Gieru zerwał się szybko ze szkoły, miał dosyć ludu i burdelu, beznadziei szpony. Zawinął się do podziemi, kupił piwko i usiadł wśród knieji, pod pajacem słuchał pijackich bredni. To była ironia w rzeczy samej powiem, ledwo co się cyrk ministra zaczął a gierek chciał już koniec.

Oprócz budy miał inne problemy, w domu było zimno, brak rodzinnej atmosfery. Kiedyś chciał się zabić, umrzeć, pozamiatać, niechciał życia i nie chciał całego świata. Było to w czasach gdy gimnazjum kończył, w domu chujnia z grzybnią w szkole jeszcze gorzej, gdzieś zabłądził, uciekał, brak perspektyw widział, myśłał komu na nim zależy...napewno nie na sobie.

Popierdolił zeznania, źle poskładał puzzle, alternatywa-umrzeć. Na szczęście był na tyle mądry,że wychodząc ze szkoły, powiedział do babki od pierwiastków i kątów:

Widzimy się ostatni raz proszę Pani.

-dlaczego? wyjeżdzasz, wychodzisz?-zapytała Pani.

Tak wychodzę, na wieczny spoczynek się wybieram lago, dzwi zamknę za sabą, by ci tu nie wiało.

On by to zrobił, wiem bo znam człowieka, jebnął by się z mostu, albo inna sieka. Tabletki, podcinanie tętnic, wszystko wtedy miało sens, każdy sposób zabijania siebie był dla niego dobry. Jedynie stryczek nie wchodził w rachubę, bał się bólu.

I myślę sobie ludzie, że to było wołanie, krzyk rozpaczy, o pomoc błaganie. Tak jaby chciał powiedzieć-niech mnie Pani ratuje! proszę,wiem że jestem złym dzieckiem, jeszcze tylko dzieckiem, ale się poprawie.

Chciałby krzyczeć w niebo, na ulicy stojąc- Ludzie spójrzcie na mnie!!! zauważcie to że jestem, że czuje, że też mam prawo do życia!

Ale nawet matka, nie widziała grzechu, haosu w tym człowieku. Nikt nie widział, to kto miał zobaczyć?.....

...I tak siedział na defilad, popijał bronx, myśłał o życiu i gdybyłby zgon.

Zaraz podszedł Ptaku, usiadł i zagadał:

-co tam ludzik? co jest? widzę że nie w humorze...

-Daj spokój, kurwa jebie tą budę, i te całe ciało, jak tylko pomyśle o tej nudzie, nauce, chyba puszcze pawia, haftamoralniaka.

-Gieru damy radę, hehe przestań o tej budzie, dziś impreza, u mnie. Jakoś trzeba utopić swoje żale, co nie? mam rację? ludzik, jakieś transformacje?

- Stary gdyby nie ty, to bym dawno poległ, na poligonie życia, polu bitw bytowych. Ja tu już myślę o łapaniu kostuchy za stopy, a tym mi tu z baletami  wyskakujesz, bosche, hehe ty, potrafisz pocieszyć....

Ptaku jako największy kumpel, przyjaciel ,miał przywilej wiedzieć więcej niż ktokolowiek. To był człowiek któremu Kacper mówił wszystko, prawie. To był ludzik, który zawsze był na ból lekarstwem, Przyjaciel.....



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,2224404,trackback

komentarze (1409) | dodaj komentarz

rozstania i powroty...

środa, 01 sierpnia 2007 15:48

Mineły wakacje, czas bycia szczęśliwym na dłużej, i przyszedł dzień sądu-pierwszego września wątek. Gieru spotkał się ze swoją paczką, Ptakiem, Romkiem, Pelą i pedalską klasą.

Gierek nie nawidził się uczyć, nie znosił otwierać książek, rozdziałów historii, zaglądać do notek. Szkoła dla niego była przymusem, wiedział że musiał, musiał bo wiedział że tak jest na świecie, kolej losu.

Przychodził do szkoły w ramach towarzyskich, nie szukał życiowej mądrości, lecz do bycia gości. ciszył się na spotkanie z ekipą, bryyyń dzwonek, wchodzą do klasy na dziko. Na szałeństwo każdy się porywał, by zająć miejsce przy scianie, padjac na GĘBE. Pierwszy dzień organizacyjny, spis czego, lektur, plan rzezi mózgów podawała Pany Anja, Kacper z racji pyskatej mordy do belfrów, musiał wysłuchać kazań, kaznodzieji lektur.

-Kacper! ty w tym roku bądź mądry i grzeczny, i pilny i winny. Winny wszyskim złym czynom ludzkości, ty arogancki dzieciaku, naganna za życie i minus za twarz, siadaj!

każda lekcja dla giera była mordobiciem, marnowaniem czasu, 45 minet wypuszczał do lasu starości, kazda godzina lekcyjna była przeliczana na minute życia. a życie tak krótkie jak potrafimy w dal spojrzeć, po ciemku. Wiec ta minuta życia była dla tego łepka wiecznością.

Hehe pamiętam jak przychodził na lekcję, zamiast książek wyciągał gazetkę METRO codzienną, kubek kawy bądź butlę coli, w uszach słuchawki gdzieś empetrójek stacja w kieszeni. Za to dużo osób go nie lubiło, nie znosiło, nienawiść czuło, bo chłopak nie musiał otwierać książek, by wiedzieć to co powinien, potrafił się obronić, wykręcić. Był inteligentny. Mówił że życie to rock, że tak trzeba żyć i do tego stanu rzeczy podchodzić. Na rockowo zdawać maturę, na rockowo dawać w rurę, bawić się i bać, jeść, pić i spać. Tak podchodził do życia, zabawa i jego klika. Naukę traktował jak niesmaczny dodatek do obiadu, brukselka, którą zjeść można ale i nie trzeba. że to coś jest niedobre i mdłe w smaku, ale za to zdrowe.

Tak więc od czasu do czasu do nauki przysiadł, gdzieś w tramwaju czytał, zresztą szkoda życia....

 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,2210458,trackback

komentarze (3) | dodaj komentarz

dzień precz-wyjazd

poniedziałek, 30 lipca 2007 23:40

chwile ulotne, jak każde dobre, koncentrat musiał powrócić do warszafki, bloków i matki.

dwadzieściajeden dni spokoju i ludzkiego gnoju. Dla tych momentów żyć się chciało wiecznie, dla tych ludzi z ziemi ojczystej, ziomków etc.

gdy wyjeżdżał gierek z miejsca dni milczących, wiedział że powróci, by łaknąć wolności słowa i bycia kim się chce za życia.

ta bajaderka się nie skończy nie sturla, była, jest i będzie.

Bo dla tego młodziaka to miejsce święte, miejsce mocy, bycie zaklęte. To Ci ludzie żyć mu dali skrycie w swej skorupie...sami wiecie. I wielkie dzięki z samej góry od boga i przyrody że was miał i będzie....może kiedyś...zobaczycie.

Lecz w tej mrocznej opowiastce, piosnce biedy i rozpaczy, miły akcent się kończy, żal i coś się zarobaczy. Bo to co dobre szybko się kończy, tak i ten rozdział w życiu Giera upadł, potoczył.

O co tu chodz, nie wiecie?, to ja wam napisze, wyskrobie. Ten obóz był jedną chwilą z niewielu, kiedy Kacper mógł być motylem, nie gadziną.

Więc dlacazego tak krótko o tym piszę-pytacie?

bo to było smaczne, i niech tak pozostanie.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,2203955,trackback

komentarze (3) | dodaj komentarz

podwójne dno

wtorek, 29 maja 2007 13:04

tej nocy, o północy, do tej dwójki, dołączyła się Dagmara, nocna mara, spać nie mogła, okazji nie miała. Ewidentnie coś ją męczyło, z głowy coś ubyło, sumienie wyło.

Szkoda jej się zrobiło, miała problem, powaga, smutek, łez kaskada.

Gieru nie znosił tej panny obficie dażył wstręt jak odbicie, echa.

Ułomność w niej widział, choroby doszukał, egzystencjalnej.

- Jestem zajebistą i głupią suką, przepraszam za wszystko, nie chciałam...-Dagi powiedziała słowa, które brzmiały w jej ustach jak zarysowana płytka, cede, amica.

Gieru pierwszy raz spojrzał się z litością na dziweczyne, która zawsze była pomyjem, nie widział, nie wierzył, co słyszał, zaprzeczył.

-słuchaj nikt tak o tobie nie marzy, nie mówi, nie warzy. Jesteś jaka chcesz być, widziana, twoja strategia wyjebana.Masz więcej ironii w swym byciu, niż podatki podatników.- bez przekonania zawodził Gierek.

Po czym Pinola dodała:

-Zacznij do ludzi podchodzić z szacunkiem, umiarem. Przestań się robić na Paris, tak mi się wydaje, a zrobisz co zechcesz, powaga, u wszystkich na kreskę, masz Daga!

posiedzieli z novą koleżanką przy stole, namiotowym, we troje, Pinola jeszcze ją pocieszała, padaka. Gieru wychodził z przekonania, że to już tak będzie, bez zmian osobowość, że ludzie się nie zmieniają, tak szybko, jak humor.

Sceptyk, romantyk, sytuacji matematyk, policzył, sumował, i wyszło....Że ona pani choroba, stwarza sytuacje, people hot relacje, intryga, żeby coś się działo.

Tak jak sytuacja z mordobiciem, kiedy z karolem z obyciem, lali się po mordzie, bo panna princessa namieszać dała radę i taka to rada, że są ludzie i parapety, panny tapety, ludzie walety, pijący z mety, są różni, są tacy , co są tacy sami, jak inni...niczyji



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,1921271,trackback

komentarze (123) | dodaj komentarz

...

poniedziałek, 28 maja 2007 15:11

Tego wieczoru, gdy wszyscy poszli spać, z paleniska dym, spaliny team.

 Zostali sami, przy świetle świecy, siedzieli. Bacznie obserwowali okolice, namioty, mieli chcice.

Zaciągając się papierosem:..

-To co teraz będziemy robić?- powiedziała ONA.

-Może się pocałujemy?- zadał pytanie ON.

-Dobrze...- odparła ONA

I skrycie się pocałowali, namiętnie chyba, do krtani, poczuli zawrót głowy, brak mowy. Po cichutku, po malutku, na skróty, z emocji pogubili buty. To był pierwszy tak poważny, uczuciowo zaangażowany całus, realny, dla Giera kariera,era, makrela...

 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,1917391,trackback

komentarze (2) | dodaj komentarz

wciąż jestem obcy...

poniedziałek, 28 maja 2007 12:07

Gieru nie zaznał jeszcze uczucia miłości, nie miał sercowych gości, że niby- co to ma być! Jaki kicz, miłość i emocji bicz. Motyle w brzuchu wyśmiewał, żelazną maskę przybierał, nie chciał i nie miał. Uczucie tak dla niego obce, poczucie boczne, z miłości alien. Nie znał kochanki manier, komercyjny bajer, poprostu bał się.

 Ale koleżankę Pinol'e nie tylko lubił, to coś więcej- mówił. Wydaje mi się że jednak coś czuł, motyle i ból. On dla niej chciał być bardzo ważny, niż inny każdy. To dla tej panienki śledzie wbijał, namiot naciągał, herbatę popijał, tylko dla niej. I dla niej chadzał po świeże bułki, wybierał najlepsze przenne bulwy. Czuł się jak prawdziwy mężczyzna,  tylko dla niej.

Ona też nie była uboga w uczucie do niego, mówiła "to mego" no chyba faceta, oto jej chodziło, co nie? Ona zrobiła krok pierwszy, najlepszy.

Pewnego, pięknego, ciepłego wieczoru, gdzie gwiazdy świeciły przepięknie jak nigdy, księżyc ze wstydu chował się za chmurę, a cisza wzbudzała niepokój....ble! harlekin mi wyszedł...



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,1916440,trackback

komentarze (2) | dodaj komentarz

oni.....

piątek, 25 maja 2007 13:44

Czasami żeby oderwać się od rzeczywiście, ciężko-strawnych spraw, Gieru zabierał Pinola na plażę, henna tatuaże, brał materac dmuchany, muzykę do tany, zetony i many. Obóz był położony w miejscu takowym, że z  jednej strony mieli zatokę, gdzie woda płytka, ciepła z lekka, przejżysta, trenigi serferów,pianka, mnóstwo manewrów. A z drugiej strony, za ulicą szosową, morze jak malowane, otwarte. Zabierał Pinola nad zatokę, gdzie slońce grzało z deka mocniej, Ona kładła się na mate, a Gieru stał w wodzie,mokre gacie. Z sumiennym staraniem smarował ją filtrami, relaksując się słońcem i jej śmiechem szczerym, pięknym śmiechem, bezwstydnym. I kiedy reszta syfu gotowała się gdzieś na kempingu, oni muśnieci ciszą, oddani chwilą, swpólnie spędzonym.

Oboje darzyli się uczuciem....



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,1902757,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

 12  »
warszafa_malolat@tlen.pl można do mnie pisać, żalić się, jak ktoś mnie kocha to może wyznać miłość, jak ktoś nienawidzi-posłach chu*i. możesz sie wypłakać, obgadać matkę czy ojca, i tak dalej....

czwartek, 17 maja 2012

Licznik odwiedzin:  104 714 (wersja testowa)

http://www.blogroku.pl/kategorie/kosmateus-nieopowiesc,gwk1m,blog.html
TRzy słOwa od Ojca prOwadZącEgo: Moja mama się dziwi, gdy mówi jej, że jestem jednak cyganem, a do tego w połowie żydem. Ale mi to bardzo pasuje. Mogę tańczyć, gdy tylko zapragnę, mogę wierzyć, kiedy tylko zdołam. A tata w takich chwilach zawsze powtarza: Pierdol Szkołę, zostań Nindża. I to by było na tyle.

Ulubione strony

O mnie

pisarz ze mnie marny, ale to mój świat, moja przestrzeń, każde zdanie to ja, i niech tak pozostanie.
Mam dopiero 20 lat i się wstydzę, ale to minie.
Przecież nie musisz kminić tego świata, ja nie rozumiem nawet tego w którym żyjemy.



O moim bloogu

taka zlepka wszelakich historii,opisów ludzkich przywar i zespolony haft osobowego gówna. Zapis moich uczuć, prawdziwego ty we mnie i jeden wielki ...

SZUKACZ-RUCHACZ

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

LINIA DO GŁOSOWANIA






zobacz wyniki

KSIĘGA DZUNGLI

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 28.01.2012 0:10:53
  • autor: blackLady
  • treść: Mi³o¶ci ni...

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

WYKRESY

Odwiedziny: 104714
(wersja testowa)
Wpisy
  • liczba: 84
  • komentarze: 1722
Galerie
  • liczba zdjęć: 0
  • komentarze: 0
Księga gości: 12
Bloog istnieje od: 1972 dni

Lubię to

Ankieta

Ulubiony bohater: